• Wpisów:203
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 22:34
  • Licznik odwiedzin:5 067 / 2189 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

@_@

http://ising.pl/nagranie/16ktapugmki,Mateusz_Mijal-Cos_na_pozniej
Podoba się ?
 

 

;/

Wiecie co zastanawiałam się czy wy wgl. czytacie opowiadanie ? Jak wam się nie podoba to mogę dalej nie pisac.
 

 
Kocham Cię bardziej niż kogokolwiek, ktokolwiek, cokolwiek, kiedykolwiek, ale przecież ci tego nie powiem bo jesteś gdzie indziej, z resztą nie wiem kiedy się w ogóle zobaczymy.
 

 
Moim oczom ukazał się ON. Miał w ręku jakiś klucz . Klękał przy zlewie , który od jakichś 3 tygodni przeciekał . Kiedy weszłam do kuchni wstał i stanął na przeciwko mnie . stał tam z nagim torsem ,a po jego ciele ociekała woda spływająca z mokrych włosów .Był tak samo zaskoczony jak ja , jednak ja nie miałam pojęcia kiedy wejdę do mojej kuchni zobaczę akurat JEGO . na mój widok szeroko się uśmiechnął i splótł ręce na biodrach .
-hej oliwka cóż za miłe spotkanie
-yyyy co ty tutaj robisz ???- powiedziałam nie zważając na to co mówi
-a może tak cześć ??
-co ty tutaj robisz ??- wycedziłam przez zęby .
-oj już się tak nie denerwuj . twoja babcia poprosiła mnie wczoraj o to żebym wpadł dzisiaj do was i naprawił kran , który już dość długo przecieka . Kiedy przyjechałem twojej babci już nie było a na drzwiach wisiała kartka z napisem , że ona gdzieś pojechała i nie wie kiedy wróci , a ty słodko chrapiesz na górze , więc wziąłem się do roboty i tyle – dodał przeczesując ręką mokre włosy .
- aha – powiedziałam niepewnie .
- tylko tyle masz mi do powiedzenia ??- spytał jakby zawiedziony .
-no a co ja mam ci więcej mówić ?- spytałam ironicznym głosem
-może to , że byłaś w szpitalu , że byłaś bardzo samotna i że sie za mną cholernie stęskniłaś i że masz ochotę mnie przytulić ??- powiedział z rozbawieniem
- gdybym tak powiedziała to wiedz ,że byłoby to kłamstwo … WIELKIE KŁAMSTWO – powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy , obróciłam się na pięcie i wyszłam z kuchni ( no a tak w rzeczywistości to wybiegłam ). Na schodach poczułam , że ktoś mnie łapie mocno za rękę . nagle znalazłam sie w JEGO objęciach . nic nie mówił , tylko mocno się we mnie wtulił . na początku starałam się wyrywać , jednak po chwili zdałam sobie sprawe , że i tak to nic nie da . postanowiłam ustąpić , jednocześnie zauważyłam uśmiech na jego twarzy . byłam w takim szoku , że nie byłam w stanie cokolwiek powiedzieć . on chyba wiedział że tak zareaguje , był bardzo ucieszony . nieoczekiwanie do domu weszła babcia i nasz widok wprawił ją w osłupienie . zdziwiony mateusz już tak mocno mnie nie trzymał , a ja niewiele myśląc ( u mnie norma ) wyrwała sie z jego uścisku i pobiegłam na górę do swojego pokoju , krzycząc tuż na samym końcu schodów :
-cześć babciuś…
-no witaj córciu …- usłyszałam tylko tyle i od razu zatrzasnęłam za sobą drzwi .Osunęłam się na podłoge i przyłożyłam ucho do drzwi .
-chyba wam w czymś przeszkodziłam – powiedziała niepewnie babcia
-nooo.. można to tak ująć , ale jeszcze wszystko przed nami – powiedział ON i na pewno głupkowato sie uśmiechnął . Ja wstałam i podeszłam do biurka . Wyjęłam z niego swój stary jak świat rysownik , pare ołówków i moje 2 ukochane kredki – turkusową i czarną . Zawsze kiedy się denerwowałam – rysowałam . to po prostu mnie odstresowało , daje ujście moim złym emocjom . usiadłam na łóżku , wyjęłam z szafki słuchawki i włączyłam na fula <one direction – another world> , i zaczęłam coś bazgrać . moja ręka sama rysowała .podczas rysowania ona nigdy nie współpracowała z ręką . były jak 2 światy . ten , rysowany przeze mnie był nieokiełznany , piękny i wolny – po prostu cudowny .
w końcu ukazał się jakiś kształt . był to ptak – turkusowy ptak szybujący pośród szare rzeczywistości . był wony , swobodny , choć w jego oczach można było dostrzec tęsknotę i smutek .Nagle poczułam ciepło kogoś ręki na moim barku , było to bardzo miłe uczucie . poczułam , że KTOŚ zdejmuje mi słuchawki i cicho ale zmysłowo szepcze:
-czemu tak szybko uciekłaś ??? nawet przez chwile nie mogłem nacieszyć sie twoją bliskością – powiedział , a ja poczułam jego oddech na mojej szyi.
-mateusz , prosze … przestań – powiedziałam podkreślając słowo PRZESTAŃ.
-niby co mam przestać ?? mam przestać mówić jak sie za tobą stęskniłem i jak bardzo mi ciebie brakowało ??- spytał oburzony .
- nie !! masz przestać mówić cokolwiek . Nie mów ,że za mną tęskniłeś i że tobie mnie brakowało , bo ja w to nie uwierzę . rozumiem że mogło ci brakować moich sucharów i tego głupiego śmiechu , ale na pewno nie mojej bliskości – powiedziała , odwracając się do niego i patrząc prosto w jego oczy .
- możesz myśleć co chcesz , jednak ja wiem swoje – powiedział
- a teraz powiesz mi , po co tu przyszłeś ??
-przyszedłem po to żebyś się do mnie mocno przytuliła i odrobiła te straty . troszke ciebie ostatnio zaniedbałem – powiedział z lekkim uśmiechem
-zaniedbałeś ??- spytałam zdziwiona
- no tak , zaniedbałem . A teraz jeżeli mi pozwolisz mogę się do ciebie przytulić ? -spytał i zrobił oczy Kota ze Szreka
-jeżeli dasz mi spokój to oczywiście – powiedziała i puściłam mu mega smajla. On nic nie powiedział , tylko mocno sie do mnie przytulił . wiedziałam ,że nie powinnam tg robić , jednak pokusa była zbyt wielka . chociaż przez chwile mogła wtulić się w jego ciepłą szyję i poczuć zapach jego perfum – choć przez chwile mogłam poczuć jego bliskość…

__________________________________________________


No to już 10 Rozdział
 

 
Nagle jego usta przestały mnie czule całować . Otworzyłam oczy , nasze czoła się stykały , to co teraz usłyszałam kompletnie mnie zaszokowało .
-ja ….yyyyy… ja na prawdę przepraszam , nie wiem co mnie poniosło . ja, ja…. nie POWINIENEM . przepraszam – powiedział , cały czas patrząc mi prosto w oczy .
-nie masz za co przepraszać .
-właśnie że mam bo , bo….. bo ja nie powinienem . – zaczął sie tłumaczyć .
- oj możesz się zamknąć i po prostu jeszcze raz mnie pocałować – powiedziałam zirytowana .
-ale… jak to , przecież ty , bo ja ….- znów zaczął coś mówić , jednak tym razem ja go pocałowałam , nie wiedziałam co ja tak właściwie robie . Wiedziałam tylko jedno , że jego bliskość przyprawiała mnie o ciarki na plecach , a kiedy jego usta dotykały moich czułam jakby przez całe moje ciało przechodził nagły impuls . Każda cząstka mojego ciała odczuwała jedno doznanie – cholerne szczęście i radość .
Na początku był lekko zaskoczony , jednak potem jego usta tak mocno przywarły do moich , jakby byliśmy jednością .Dopiero teraz zdał sb sprawę z tg że obydwoje leżymy na ziemi . Moje oczy pozostawały zamknięte , jednak czułam że on właśnie mnie podnosi i gdzieś przenosi , nadal całując . Tylko na moment spojrzałam na ng . Jego cała uwaga była skupiona na mnie . Jego ręce delikatnie dotykały mojej szyi , natomiast moje wplątane były w jego bujną czuprynę .Po jakimś czasie , który dla mnie wydawał się wiecznością nasze usta oderwały sie od siebie , a nasze spojrzenia się spotkały . Nie byłam w stanie nic powiedzieć . pozostało mi jedynie wpatrywanie się w jego oczy . Oczy , które pokochałam od samego początku . Oczy tak dziwnie , że aż cudowne . Oczy , które mogły przerażać , jednak mnie tylko jeszcze bardziej pociągały.
-wiesz ,że jesteś wyjątkowa ?- po raz pierwszy odezwał się do mnie odgarniając włosy , które zakryły mi oczy, cały czas nimi się bawiąc .
-tylko przy tobie taka jestem – powiedziałam i położyłam rękę na jego dłoni .
-tylko przy mnie to zauważasz . Jesteś cały czas taka – piękna , zabawna i … seksowna.
- seksowna ??- zapytałam zdziwiona .
-tak , cholernie seksowna .- powiedział i delikatnie musnął moje usta, przy czym słodko się uśmiechnął .
- twoje usta smakują jak truskawki – powiedziałam rozbawiona .
-wiem , to dzięki mojej pomadce – powiedział , wyjmując sobie pomadkę z kieszeni i smarując usta .
-serio ???
-no co ? nie lubisz zadbanych chłopaków ?
-nie . ja ich po prostu kocham – powiedziałam i mocno się do niego przytuliłam . On tylko oparł podbródek na mojej głowie i też mocno przytulił .
- sugerujesz coś??? – zapytał po chwili .
-niby co miała bym sugerować ?- spytałam
- powiedziałaś , że takich po prostu kochasz , to oznacza że coś do mnie czujesz? – spytał z delikatnym uśmiechem .
-nie … po prostu jakoś tak mi się powiedziało – powiedziałam ironicznym tonem i jeszcze mocnej wtuliłam się w jego lekko umięśniony brzuch .Leżeliśmy tam jakąś godzinę , tak wtuleni w siebie , nie mówiąc nic . Mowa była nie potrzeba , my po prostu rozumieliśmy sie bez słów.
-wiesz , że jest już wieczór a ja muszę już iść – powiedział , przerywając milczenie .
-wiem …
-…. niestety – powiedziałam , odrywając się od jego i opierając się o ścianę.
-ale jutro mogę znowu wpaść, jeżeli tylko będziesz chciała lub nie będziesz na hali . Nie będę mieć problemu z dojazdem . Mam super stary skuter , który ledwo żyje.-powiedział nie odrywając przy tym nawet na moment oczu ode mnie .
-jasne że będę chciała . A co do hurtowni to przez jakiś tydzień nie będę tam chodzić . Przecież muszę to wszystko porządnie odespać .
-szkoda że nie możesz ze mną – szepnął coś pod nosem .
-co mówiłeś ?- spytałam.
-a nie , nic , nic – powiedział lekko zmieszany .
-a no ok .A teraz już się zbieraj bo pewnie zaraz babcia wróci ale lepiej żeby nas tak nie zobaczyła . – powiedziałam wstając i ciągnąc go za rękę
-no już wstaje ale zanim stąd pójdę to mam do ciebie ogromną proźbę – powiedział się z rozbawieniem .
- jaką ? – spytałam lekko seksownym głosem (marnie mi wyszło xD), podchodząc do niego bardzo blisko .
- weź tu troszki ogarnij bo jak przyjadę jutro to boje sie że nie odnajdę ciebbie w tym syfie – powiedział , pokazując mi przy tym język .
-postaram się powiedziałam – i obydwoje zeszliśmy na dół. Już się pożegnaliśmy , kiedy niespodziewanie Antek przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Był to krótki ale baaardzo intensywny pocałunek .
- a teraz już idź – powiedziałam do ng i zamknęłam mu drzwi przed nosem , posyłając buziaka przez szybkę w drzwiach .
-aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa….. – zaczęłam piszczeć i skakać po całym domu . w podskokach doszłam do pokoju . Włączyłam stole my heart – one direction i w rytm muzyki zaczęłam sprzątać pokój . Wyrobiłam sie w ciągu trzech godzin .Nawet nie zauważyłam kiedy do domu przyszła babcia . Kiedy już schowałam ostatnią bluzkę do szafy , rzuciłam sie na łóżko i zaczęłam sie głośno śmiać . Ten dzień był cudowny . Antek był …, Antek jest cudowny .
Nie wiadomo kiedy usnęłam . Całą noc przespałam spokojnie . Nie pamiętam co mi się dokładnie śniło , jednak pamiętam że był tam Antek . Obudziłam się z uśmiechem na ustach . W nocy musiała przykryć mnie babcia , bo teraz mam na sb milutki kocyk .
na zegarku już 10.00 trzeba iść na śniadanko . mmmmm… pewnie znowu gofry z truskawkami mniammmm xD. Nie wiem co mi jest ale zaczynam sie siebie bać . Wstaje i od samego przebudzenia mam uchachaną japę i uśmiech od ucha do ucha . WTF?!? no nic musze się do takiej siebie przyzwyczaić .
Wstałam z łóżka , nakryłam go (teoretycznie ) i zeszłam na dół. Zczłapałam w swojej słit słit piżamce i w zielonych, włochatych kapciach na dół. weszłam do kuchni i stanęłam jak wryta . SZOK!!! jedyne co zdołałam wyjąkać to:
-ccco… ty tu tu robisz ???
 

 
Po jakimś tygodniu wreszcie wyszłam ze szpitala . Miałam tam być niby dwa dni ale tylko NIBY. Przez ten cały czas odwiedzał mnie Antek , tak tak pamiętam jego imię W ciągu tych jego odwiedzin dowiedziałam się bardzo dużo nowych rzeczy , np. tego , że lubi jeździć na desce , ma bardzo stukniętych kolegów i 2 starszych braci , którzy są bliźniakami . A także tego , że oprócz jazdy na desce bardzo ładnie rysuje . Nawet przyniósł mi kilka swoich dzieł do szpitala i były naprawdę zajebiście ładne . Chłopak ma talent , ale dobra jestem właśnie przed moim domem . Dawno tu mnie nie było No nic . Pierwsze co zrobię to pójście na górę i walniecie się na mojego harolda ( tak ,nazywam własne łóżko ) . W moim pokoju wszystko po staremu . babci nie ma bo do sklepu poszła , więc ja mam cały dom dla siebie . Fajnie nie ?xD
Leże na tym łóżku chyba już od jakichś 3 h i tak sobie myślę (hahahaha dżołk ) Niespodziewanie ktoś wchodzi do mojego pokoju i włącza światło , które baardzo mnie razi .
- hej kochanie , wstawaj . Jakiś chłopak do ciebie przyszedł
-chłopak ?? i to do mnie ???? jaki ????- zaczęłam wrzeszczeć jak głupia
-nie wiem , nie znam go , ale lepiej idź bo się chłopak doczekać nie może -powiedziała babcia . niestety musiałam wygramolić się z haroldzia i zejść na dół. Stał tam nie kto inny jak Antek. Tak , właśnie on. Boże chłopak po woli zaczyna mnie przerażać.
-yyyy hej – powiedziałam
-a może tak więcej entuzjazmu ???- spytał z grymasem na ustach .
-oooo witaj – krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyje
- znacznie lepiej . A tak wgl to cześć – powiedział i puścił mi big smajla
-co ty tu tak właściwie robisz i jak mnie znalazłeś ???- nagle wyskoczyłam .
-ja ????
- no wiadomo że ja tutaj mieszkam . – powiedziałam i spojrzałam na niego z lekkim rozbawieniem .
- przyjechałem cb odwiedzić i zobaczyć gdzie mieszkasz – powiedział i wywalił mi swój jęzor .
-dzieci ja nie chce wam przeszkadzać ale moglibyście mnie wypuścić bo chce iść do sąsiadki – niespodziewanie zza moich pleców dobiegł nas głos babci
-tak , tak już babciu – powiedziałam i szybko odsunęłam się od otwartych drzwi.
-no to może mnie zaprosisz do środka a nie tak w drzwiach gadamy
-no wchódź , wchódź . Śmiało zapraszam – powiedziałam i skinieniem ręki zaprosiłam go do środka .
-no to teraz kierunek – TWÓJ POKÓJ . – powiedział i cwaniacko się uśmiechnął .
-pffff nawet nie masz o czym marzyć . do mojego pokoju tylko ja mam wstęp , no i w ostateczności moja babcia . ale to taki wyjątek .
-sam sb poradzę – powiedział i już chciał mnie wyminąć , kiedy w ostatniej chwili zastawiłam mu drogę
-nie ma mowy . – powiedziałam i pokazałam mu język.
-sama tg chciałaś – powiedział i wziął mnie na ręce .
- ej weź mnie zostaw ! Kurde co ty sobie wgl myślisz ?!? co ?!?weź mnie puść!!!-zaczęłam krzyczeć i wymachiwać czym popadnie .
-weź się uspokój i lepiej powiedz mi gdzie jest twój pokój
-co ty myślisz że ja tobie powiem ???
-sam ab poradzę . O , patrz !!! tam są niebieskie drzwi a na nich twoje imię . No chyba przypadek … albo nie wiesz co – zwyczajna twoja głupota -powiedział i zaczął się głupkowato śmiać . Już nacisnął na klamkę . Nie mogłam już nic zrobić , tylko wstrzymać oddech .
W pokoju panował półmrok . wokoło walały sie sterty ubrań ,poduszek , miśków , a na samym środku fotele , idealnie złożona leżałam moja piżamka w lamy ( tak , mam piżame w lamy xDxDxD )
-wow tutaj to bomba wybuchła czy co ?!? – powiedział i zaczął się śmiać , przez co postawił mnie z powrotem na podłogę .
-tutaj nie wybuchła żadna bomba !!! tutaj panuje po prostu artystyczny nieład -powiedziałam i pokazałam mu język .
-że niby co ???
- artysta już tak ma , ale ty tg nie zrozumiesz bo nim nie jesteś -powiedziałam
-coś ty powiedziała ?!? – nagle wybuchnął
-to co słyszałeś .
-oooo pożałujesz tg – powiedział i zaczął mnie gadać po całym pokoju , aż wreszcie mnie dopadł i zaczął łaskotać . JA tylko krzyczałam jak głupia bo nie miałam siły , żeby mu uciec. Właśnie leżałam pod ciężarem jego ciała na podłodze kiedy niespodziewanie nasze spojrzenia się spotkały . nasze twarze się stykały , a usta dzieliły tylko centymetr. Jego oczy były tak kolarowo niebieskie . nic nie mogłam z nich wyczytać , zawsze były takie niedostępne …Nie wiedziałam co mam teraz zrobić . nie mogłam się po prostu ruszyć , zamarłam . niespodziewanie w JEGO oczach pojawił się błysk , lekko się uśmiechnął . potem wszystko stało się tak nagle … wziął moją twarz w swoje ręce i delikatnie ale namiętnie pocałował . boże to , to było jak , jak… JAKBYM LECIAŁA . jego usta tak cudownie i zmysłowo całują ...

__________________________________________________


No jesteście ciekawi co dalej?
 

 
- ….i tak właśnie wylądowałam tutaj . – powiedziałam na zakończenie opowiadania , jak trafiłam tutaj.-boże , córeczko jak ty mogłaś nie spać aż przez tyle dni?!? – po krótkiej przerwie niepewnie krzyknęłam mama.
-to nie moja wina , że nie mogłam usnąć . Niby co miałam zrobić ?!? Nałykać się tabletek nasennych ?!?- krzyknęłam oburzona .
-a czy ja coś takiego powiedziałam ?!? Ja się po prostu o ciebie martwię . Zrozum , że jestem twoją matką i zawsze ale to zawsze będę się o ciebie martwić … – powiedziała już spokojnym głosem i mocno mnie przytuliła .
-… wiesz co, ten chłopak , który ciebie uratował od momentu ,kiedy ciebie tutaj przywieziono cały czas tutaj siedzi . Uważam , że powinniście jeszcze raz spokojnie porozmawiać . Powinnaś mu powiedzieć , żeby on wreszcie poszedł do domu . Przecież ty już czujesz się lepiej i nie musi już tutaj siedzieć . – powiedziała mama , wstała i szybko wyszłam . Zauważyłam , że przystaje na chwilę przy chłopaku i coś do niego mówi . Kilka sekund po tym ,jak mama poszła do Sali wszedł chłopak . Był znacznie bardziej wesoły , a z jego ust nie schodził uśmiech .
-widzę , że już się lepiej czujesz – powiedział i usiadł na

brzegu łóżka .
-tak , o wiele lepiej . Nie wiem jak mam Tb za wszystko dziękować …. – powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam .
-….ale uważam że już spełniłeś swój obowiązek i już możesz iść do domu . – powiedziała i spojrzałam prosto w jego oczy .
-wiesz jakoś tak dobrze mi się tutaj siedzi . wgl nie mam ochoty stąd iść. – powiedział i zachichotał .
- ej , ja mówię serio. Powinieneś iść do domu i się przespać, przecież ty tu jakieś 2 doby jesteś .
-no dobra , może powinienem już iść. – powiedział już poważnie i miał zamiar już iść , jednak ja niespodziewanie złapałam go za rękę. Sama nie wiem , czemu to zrobiłam . To chyba był taki impuls. Moja ręka sama go złapała . Tak jakby ona wzięła nade mną kontrolę .
- posłuchaj , nie o to mi chodzi . Cieszę się że cały czas byłeś przy mnie , ale uważam , że powinieneś troszkę odpocząć. Ja tutaj będę pewnie jeszcze przez parę dni . Jak odpoczniesz i się wyśpisz to przyjdź . Z miłą chęcią znowu z Tb porozmawiam . – zakończyłam moją oficjalną przemowę i puściłam jego rękę .
-no może źle ciebie zrozumiałem … – powiedział i znowu się uśmiechnął .
-…ale masz dać mi swój numer , żeby w każdej chwili mógł do ciebie zadzwonić – powiedział stanowczym głosem .
-ale na pewno pójdziesz do domu ???- spytałam niepewnie .
-tak , tylko daj mi swój numer – powiedział i położył mi swoją rękę na swoją .
-no dobra . Nie wiem , gdzie jest teraz mój telefon ale na korytarzu powinna być gdzieś moja mama . Poproś ją o mój numer telefonu , ok???
- no ok. – powiedział i wyszedł z Sali , zatrzymując się na chwilę . Po raz ostatni w dzisiejszym dni zobaczyłam te jego słodki uśmiech i piękne spojrzenie . Jeszcze nigdy się tak nie czułam . Było to takie SZCZĘŚCIE , którego jeszcze nigdy nie czułam … no może raz . Jeden jedyny raz z Mateuszem ….
 

 
**3 tygodnie później **
Każdy kolejny dzień był taki sam , monotonny i nudny .Od kiedy Mateusz odszedł moje życie straciło sens . Starałam się to dobrze ukrywać tak , bu inni tego nie zauważyli . Ha ha ha będę bardzo dobrą aktorką .Pod maską zabawnej dziewczyny , ukrywa się załamana malutka dziewczynka ,która potrzebuje pomocy . Potrzebuje kogoś , kto z powrotem pozbiera odłamki jej skruszonego serca i sklei je na nowo.
Dzisiejsze popołudnie nie zapowiadało się dość ciekawie . Dowiedziałam się że dzisiaj na wieczór zostaje tutaj całkiem sama i że muszę poczekać do 22.00 na jakiegoś transportera i zamknąć całą hurtownie.
-Zajebiście – pomyślałam , dodając przy tym jeszcze pare przekleństw
- przepraszam, jak dojdę do biura szefowej ?- zapytał mnie jakiś mężczyzna ,wyrywając mnie z rozmyślań .
-słucham – zapytałam jednocześnie przyglądając się dokładnie mężczyźnie .
-pytałem , czy wie pani gdzie jest biuro szefowej
-ach tak , przepraszam troszkę się zamyśliłam . Musi pan iść prosto , a przy zielonych drzwiach skręcić w lewo . Tam będą takie szklane drzwi . Tam należy wejść. – powiedziałam i miło uśmiechnęłam się do mężczyzny
-bardzo dziękuję – powiedział ucieszony mężczyzna i odszedł . A ja pozostałam w tym samym miejscu oddychając powoli . Nie miałam wgl siły żeby iść i usiąść na krześle . Nagle nogi się pode mną ugięły i osunęłam się na ziemię . Musiałam zemdleć . Od kilku dni , no dobra od 3 tygodni nie mogłam usnąć w nocy .Spałam zaledwie 2 / 3 godziny .
Obudziłam się . Oślepiło mnie jakieś białe światło . Nie miałam pojęcia gdzie teraz jestem . Nagle obraz zaczął łapać ostrość , dostrzegłam że leże w jakimś białym pomieszczeniu , pełnym jakiejś dziwnej aparatury . Na krześle obok łóżka ktoś siedzi . Nie mogłam dostrzec kto to był . Jego twarz była jakby rozmyta . Jedyne , co mogłam wywnioskować był fakt , że był to chłopak , chyba w moim wieku albo o kilka lat starszy.
Niespodziewanie spojrzał na mnie . Jego twarz była uśmiechnięta . Widocznie cieszył się z tego że mnie widzi . Miał piękne , niebieskie oczy , które bacznie mi sie przyglądały . Jego blond włosy swobodnie opadały mu na czoło .Niespodziewanie on wziął mnie za rękę i coś powiedział .
- wszystko w porządku ? już sie dobrze czujesz ?- zapytał spokojnym , słodkim głosem.
-tak , jest już lepiej ale nie wiem co się stało i co ja wgl tutaj robię .
-znalazłem cb na podłodze w hurtowni. Leżałaś tam nieprzytomna ,a z rany na głownie sączyła ci się krew.
-aaa , to pewnie stąd ten opatrunek i okropny ból głowy- wyszeptałam
-tak , pewnie tak. Nie mam pojęcia co ci sie dokładnie stało , ale jak cb tam znalazłem , to od razu zadzwoniłem po karetkę .
-a moi rodzice , mama ??? Czy ona wie co mi sie stało ???- nagle wydusiłam z sb
-oczywiście . Przyjechałem na hurtownie z tatą . On poszedł z nią rozmawiać , aja siedziałem w samochodzie . Kiedy długo nie przychodził , wyszedłem i poszedłem do środka , a tam zobaczyłem cb. Tuż po tym jak zadzwoniłem po karetkę pobiegłem po twoją mamę . Ona pewnie teraz rozmawia z lekarzem -opowiedział mi wszystko dokładnie chłopak.
-a tak właściwie to jestem Antek . – powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy
-miło poznać , Oliwia . Dziękuję za wszystko , gdyby nie ty , to nie wiadomo ,co by sie ze mną stało gdyby nie ty . – powiedziałam , nie puszczając jego ręki.
-nie masz za co dziękować. Ja po prostu pojawiłem się w odpowiednim czasie i miejscu.
Właśnie w tym momencie do sali weszła cała moja rodzina .Chłopak speszony wstał i wyszedł , dodając w drzwiach. Będę przed salą , jakbyś jeszcze o coś chciała spytać to po prostu mnie zawołaj , powiedział , uśmiechnął sie i wyszedł .
-córciu , jak sie czujesz ??? wszystko w porządku ???- jednym tchem ciągła mama
-tak , wszystko w dogłębnym porządku
-teraz musisz mi wszystko dokładnie opowiedzieć – powiedziała mama siadając na krześle , na którym wcześniej siedział Antek. Wyprostowałam sie i zaczęłam opowiadać.

__________________________________________________


No moi drodzy to już VI Rozdział
 

 
Obudziłam się na podłodze ( jak zwykle – znowu jakiś koszmar ). Spojrzałam na zegarek. Kurde , już 12.00 , czemu nikt mnie nie obudził ????? Spojrzałam na wyświetlacz telefonu : masz 2 nowa wiadomość od Karolka ;* i Agatkaa<3 . Odczytałam 1 : ,,hej kotek , coś dawno się nie odzywałaś . Wiem masz robotę ale to nie zwalnia cb z obowiązku bycia przyjaciółką . A wracając do tematu to umówiłyśmy sie juz z Agataą , że przyjedziecie do mnie dzisiaj do domu. Nie masz nic do gadania , gadałam już z twoją mamą . O 13.00 masz być pod moim domem , bo jak nie to masz w ….. . No to czekam . Twoja <3″
-zajebiście , jak ja się ogarnę w ciągu godziny ??!?? – powiedziałam na głos i odczytałam 2 esa . ,, hejjjj, pewnie wiesz że dzisiaj jedziemy do Karolki ;P Nie słyszę sprzeciwu . Czekam na cb…”
Zwlekłam się mozolnie z podłogi i poszłam do łazienki . Siedziałam tam ok 20min. Wreszcie moja twarz i włosy wyglądały ,,normalnie „. Wyjęłam ubrania z szafy : trampki , tiszert i jakieś dżinsy . Założyłam moją ulubioną brazoletkę i wyszłam z mieszkania , zabierając bluzę i torbę wiszące w przedpokoju . U mamy byłam za 15. pierwsza .
- ooo, śpioch się obudził – powiedziała mama z uśmiechem na ustach.
-tak , ale i tak się nie wyspałam .- wymamrotałam pod nosem .
-coś mi się zdaje , że za 15. min masz być u Karoliny …
-NOM . Ale najpierw pójdę coś zjeść bo jestem głodna jak wilk.- powiedziałam i popędziłam do kuchni .
Kuchnia była niewielka . prowadził do niej dłuuuugi korytarz ,pomalowany na kremowo . Główną ścianę zajmował ogromne , grafitowo-niebieskie półki , wypełnione ,,niewielką” ilością czegoś do jedzenia . Większość półek była o dziwo wypełniona jakimiś fakturami . W małej półce , tuż przy samej podłodze ukrywałam trochę słodyczy i moje ulubioną mieszankę kapucziny i kakao ( KOCHAM TO<33) .
Z jaskrawo czerwonej lodówki wyjęłam parówki i kawałek ogórka. Szybko zrobiłam kanapki i wpychając je jedna za druga do buzi , obiegłam do mamy .
-ha , wyrobimy się – krzyknęłam w stronę mamy i szybko wsiadłam do samochodu.
-już , spokojnie mamy jeszcze 5 minut , zdążymy – pocieszyła mnie mama wsiadając do niego w ,,tempie ślimaka „.
Na podwórku stał samochód mamy agaty. Ja mojej nie pozwoliłam wjechać ( hahaha… ) . ONE już na mnie czekały . Wyglądały naprawdę groźnie . Zatrzymałam sie kolka metrów przed nimi. Nic ,martwa cisza . Niespodziewania (taaa…, bo ona tak tylko ma ,,czasami”) śmiechem wybuchła Agata. Ostatnim tchem zdążyła powiedzieć:
-może się przytulisz , co …
-…hahahahahahahahahahahha(…)
Ja z łzami w oczach podbiegłam do nich , mocno je przytulając.
-moje wariatki. Boże , jak dawno się nie widziałyśmy .- powiedziałam i wtuliłam sie w nie mocno.
-no , wreszcie się doczekałyśmy. – powiedziała Karolka , wyrywająć się z moich objęć.
-Ale ty nie chcesz mnie udusić , nie… -powiedziała Agata , nie mogąc wyrwać się z moich objęć.
- ok, jak nie chcecie się przytulać , to nie … – powiedziała i szybko się odsunęłam .
-no dobra , dobra nie fochaj się powiedziały obydwie.
-no , to opowiadajcie , co tam u was . No przecież nie widziałyśmy się aż 3 tygodnie .
Rozmawiałyśmy całymi godzinami .Co chwila któraś z nas wybuchała nieopanowanym śmiechem . Dowiedziała się dużo ciekawych rzeczy o moich przyjaciółkach. No wiedziałam , że są mocno walnięte ale nie wiedziałam że w wakacje aż tak im odbija . Kiedy spojrzałam na zegarek było już po 22.00.
-yy… dziewczyny czyba troszeczki się zagadałyśmy – powiedziałam pokazując na ogromny zielony zegarek , wiszący w pokoju Karolki.
- o szit. Już po 22.00 a miałam być u cb tylko do 19.00. Dziwne , moja mama wogóle nie dzwoni. To bardzo podejrzane – powiedziała Agata
-no to trudno się mówi . Stało sie, ale możemy to wykorzystać i może będziecie u mnie nocować , coo????- powiedziała z uśmiechem Karolka.
-wiesz , ale już się umówiłam że dzisiaj w nocy do Krakowa pojadę i pozałatwiam troszki spraw za nią .Niestetyyy….
-no trudno , ale na jedno by wyszło bo moja mamuśka i tak by się pewnie nie zgodziła.-powiedziała Agata.
-trudno , może innym razem – powiedziała Karolka .
-no to ja dzwonie po mame – powiedziałam .
-nom , ja też – dodała po chwili Agata.
Do domu wróciłam o 23.00 . Na przebranie , odpoczynek i troszki snu miałam około 2 godzin , bo o 1.00 miałam wyjechać (znaczy nie sama , tylko z nowym kierowcą.
Dzisiejszy dzień był zajebisty . Spełniłam go z 2 najważniejszymi osobami w moim życiu , które GARDZIOOO kocham . Nie wiem , co bym zrobiła , gdybym ich nie miała. Ach….

__________________________________________________
No mam nadzieję ,że fajnie wymyśliłam ten i inne rozdziały
Zaraz biorę się za następny
 

 
Siedziałam na krześle nieruchomo . Włosy swobodnie opadały mi na twarz opartą na dłoniach. Niespodziewanie drzwi się otworzyły i ON wyszedł z biura mojej mamy . Jego spojrzenia było wypełnione smutkiem i żalem . Mijając mnie nasze oczy przez sekundę sie zetknęły .Z jego oczu potrafiłam odczytać wiele , jednak tym razem nie dostrzegłam żadnego uczucia . Jego wzrok był pusty. Nigdy nie widziałam go w takim stanie . On tylko minął mnie obojętnie . Zaraz za nim wyszła moja mama . Miała niezadowoloną minę.
-co sie stało ?- spytałam , udając zdziwienie.
- wiesz kotku, Mateusz zwolnił się z pracy- powiedziała spokojnym tonem .
-ale jak to? dlaczego? po co?- potok słów nieoczekiwanie z moich ust. Nie kontrolowałam wtedy tego , co mówiłam .
-wiesz , wiem tyle , że ma on jakieś problemy osobiste i na razie nie da rady pogodzić tego z pracą.
-a ….- powiedziałam i odeszłam bez żadnego słowa .
Mateusz siedział na krześle . Jego twarz była starannie ukryta w jego dłoniach. Siedział tam sam , i zdawać się mogło że nawet nie oddychał.Podeszłam i usiadłam na przeciwko niego.
-hej.
-….- martwa cisza. Zero odpowiedzi . Bardzo mnie to przeraziło . Nigdy nie widziałam go w takim stanie . zawsze był uśmiechnięty, pełen życia . To on zawsze wszystkich pocieszał . Ale TERAZ role sie zamieniły .TERAZ to on potrzebował pocieszenia.
-słyszałam że od nas odchodzisz – powiedział nie odrywając od niego wzroku , a raczej od jego włosów , które delikatnie opadały mu na czoło.
-niestety…- powiedział nagle . Cichym i lekko chrapowatym głosem , podnosząc głowę i patrząc na mnie tym jego smutnym wzrokiem .
-… nie mam wyboru. Mam teraz wiele problemów, które nagromadzały sie przez lata i niestety nie dam rady powiązać rozwiązania ich z pracą tutaj.Nie odchodzę na zawsze . nie będzie mnie tydzień , dwa no góra miesiąc.
-rozumiem. – powiedziałam .W tym momencie prawie zapomniałam jak rano na niego naskoczyłam , jaka byłam dla niego niemiła .
-NIE , właśnie ty jeszcze nic nie rozumiesz. Jesteś zbyt młoda by to pojąć.
-jestem młoda , ale bardziej dojrzała niż ci się wydaję . Rozumiem znacznie więcej niż myślisz. – powiedziałam .
-ach….- stęknął .
-będzie mi cb brakować – powiedziałam szeptem .Nieoczekiwanie ON wstał , podszedł do mnie i mocno przytulił . Czułam jego ciepłą szyję na moim policzku. wiedziałam że był przygnębiony. Wiele razy , gdy był zmęczony , zły czy niewyspany podchodził do mnie i bez żadnego słowa przytulał się do mnie . Były to przyjacielskie ,,misiaczki ” jednak dzisiaj , taraz to nie było to samo….. Było w tym więcej uczucia .
Choć nie widziałam jego twarzy czułam , że po jego policzku spływa jedna łza. Łza wypełniona bólem , smutkiem , złością . Wiedziałam że muszę przerwać to milczenie .
-hej .Przecież ty nie wyjeżdżasz na wojnę tylko bierzesz sb dłuższy urlop .Wytrzymasz! - powiedziałam , odciągając go ode mnie i patrząc w jego piękne , niebieskie oczy.
-nie jestem pewien , czy dam radę- powiedział i znów sie do mnie przytulił.
-oj weź nawet tak nie mów , przecież ty nazywasz się Mateusz, tak ten , który nigdy sie nie poddaje i walczy do końca.
Jego milczenie było jawnym przytaknięciem .
-no to nie marnujmy ostatniego wspólnego dnia i bierzmy sie do roboty – powiedziałam do niego ,ciągnąc go za rękę w kierunku drzwi wejściowych.
-masz rację . Idziemy – powiedział i zaczął mnie gonić
Dzień minął bardzo szybko . Cały czas się wygłupiliśmy i śmialiśmy . Było zajebiście. Tomek nie mógł już z nami wytrzymać. Szkoda , że to ostatni dzień spędzony razem z NIM. Bedzie mi go brakować…

__________________________________________________


Masakra w głowie mam tyle pomysłów!
Że chyba napiszę dziś jeszcze z 10 Rozdziałów hehe nie no chyba przesadziłam
  • awatar Folari: Ciekawie :D ich relacje są dosyć skomplikowane....
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przez całą noc o nim myślałam. Było to bardzo przerażające ale ciągle miałam jego twarz przed oczami . Te jego hipnotyzujące spojrzenie i ten słodki u śmiech. Rozmyślanie zajęło mi całą noc . Dopiero o 5.00 spojrzałam na zegarek i zrozumiałam , że nie spałam przez całą noc. Wzięłam słuchawki , podłączyłam je pod mp4 , włączyłam jakąś uspokajającą piosenkę i usnęłam . O 7.20 obudził mnie telefon
-cześć córciu , co się z tb dzieje .Czemu cię jeszcze nie ma?- mówiłam spokojnym głosem mama.
-wiesz co mamuś, spałam tylko niecałe 2 godziny . Mogę przyjść później ?
-tak , oczywiście. Przyjdź jak się wyśpisz, dobranoc – i połączenie zostało przerwane.
W mgnieniu oko ponownie usnęłam .Obudziłam się dopiero o 15.48. Wstałam , nie ogarniając tego , co robię . Wyjęłam ubrania z szafy i poszłam ogarnąć sie do łazienki . Zeszło mi to o pół godziny dłużej niż zwykle. O 17.00 dopiero dotarłam na miejsce.
- o hej śpiochu . I jak wyspałaś się już???- spytał Tomek
-noom , ale jeszcze się do końca nie obudziłam
-zrozumiałe;] -powiedział i gdzieś poszedł.
Natomiast ja usiadłam przy biurku oparłam głowę na nim głowę .
- a tobie co ?- usłyszałam głos za moimi plecami i poczułam ciepłą dłoń na moich plecach.
-niccccccc….
-hej , przecież widzę- powiedział ON i wziął moją twarz w swoje ręce.
-wiesz co dziwnie sie teraz czuje..
-nie zmieniaj tematu powiedział i popatrzył prosto w moje oczy . Czułam sie jakby prześwietlił mnie od środka.
-jestem tylko nie wyspana. To wszystko – powiedziałam
- nie jest wszystko w porządku . Widzę to w twoich oczach
-powtarzam ci że jestem NIEWYSPANA !!!!- warknęłam , wstałam i już chciałam odejść kiedy Mateusz złapał mnie w ostatniej chwili za rękę i przyciągną mnie do siebie . Teraz jego twarz znajdowała się tuż przy mojej , nasze nosy prawie się stykały.
-a teraz powiesz mi o co chodzi?- spytał spokojnym tonem
-wiesz , że w każdej chwili ktoś może tutaj wejść , prawda
-mam to w dupie , nie zależy mi na tym czy ktoś tutaj wejdzie , czy nie . Ja tylko chce sie dowiedzieć co cie gryzie. W tym momencie coś we mnie pękło
- naprawdę chcesz wiedzieć co mnie gryzie ? Dobra powiem ci . Całą noc nie spałam bo myślałam jednym chłopaku, którego znam od dawna ale dopiero od 2 tygodni dziwnie sie czuje , kiedy go widzę.
-…. – taka była jego odpowiedź . Milczenie. Ja, nie zważając na niego wyrwałam sie z jego uścisku i odeszłam.
Przy skrzyni stał Tomek z jakimś facetem i coś rozładowywali .
-dzień dobry . To co tam dzisiaj przywieźliśmy? – spytałam , wymuszając uśmiech.
-a no troszeczkę papryczki , fasoleczki i bakłażanka.
-a dużo…??
-dużo… było a teraz to tylko po pieniążki
-ach … taka szkoda . A ja myślałam że w czymś pomogę…
-och , niech się pani nie przejmuję . Postaram się za tydzień przywieść jeszcze więcej by i dla pani starczyło.
-będę na pana czekać – powiedziałam i poszłam do mamy. Siedziała w swoim biurze i uzupełniała jakieś papiery .
-hej mamuś , co tam ?
- a nic ciekawego córciu .Jak widzisz uzupełniam dokumenty , które kiedyś mnie wykończą.
-ach mnie wykończy zupełnie ktoś inny .
-och kochanie .Ty jeszcze jesteś młoda . Cieszysz się życiem .No a ja , cóż to już dawno za mną teraz tylko praca praca i praca.
-mamo przestań tak mówić nie jesteś przecież stara!
-oj córciu , wieku nie oszukasz. Ale dobra kończmy ta dyskusję .Nie chce cie wyganiać ale widzisz sama że mam troszkę roboty więc widzisz….
-tak tak rozumiem . Już cb zostawiam – powiedziałam i wyszłam .
Otworzyłam drzwi i go zobaczyłam . Stał i mi sie przyglądał . Ja wreszcie się odwiesiłam i minęłam go jak gdyby nic. Jedyne co usłyszałam odchodząc to jego słowa:
-szefowo , musimy poważnie porozmawiać.
Ja tylko przełknęłam głośno ślinę i poszłam dalej ….

__________________________________________________

No słuchajcie to już III Rozdział a mi się jeszcze chce pisac
  • awatar Folari: Też mnie czasami nachodzi taka wena twórcza tylko ja najpierw wpisuję wszystko w zeszyt a dopiero potem na bloga :D
  • awatar Die Bitch.!: zajebisteee masz talent !!! wbij do mne !!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
-gdzie my do jasnej cholery idziemy i czy możesz wreszcie puścić moją rękę , co?????- wykrzyknęłam oburzona.
-nie denerwuj się tak!! okres masz czy co?- powiedział
-czy mówiłam ci już że mnie wkurwiasz????
-tak , dzisiaj już ze 3 razy – powiedział z uśmiechem na ustach
- to dobrze , muszę pamiętać żeby robić to częściej
- oj przestań być już taka zołzowata , ok?
-nie , nie ok !!! Bo nie chce żebyś traktował mnie jak dziecko
-jak byś się tak nie zachowała to bym cię tak nie traktował- powiedział.
-sugerujesz że zachowuje sie jak dziecko?!?
-TAK!!!!!
- och dziękuje że mówisz mi to prosto w oczy !!
-oj przestań już . Możesz być znowu tą miłą dziewczyną , którą byłaś 2 godz. temu?
-…..(to moja odpowiedź , czyli nadąsanie i oburzenie – po prostu FOCH )
- HEJ już dobrze?- spytał i słodko sie do mnie uśmiechnął.
Nic nie odpowiedziałam , a on tylko podszedł i się do mnie przytulił. Na początku dziwnie sie czułam , jednak po kilku następnych sekundach poczułam ciepło ogrzewające mnie w srodku. To było serce , chyba. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego .Jest to dziwnie a zarazem przyjemnie uczucie .
-no już. Koniec tej sielanki , idziemy rozładować samochód- powiedział i poszedł , o dziwo nie biorąc mnie za rękę
Cała reszta dnia zleciała jak jedna minuta. Nic ciekawego się nie działo .Z Krakowa wyjechaliśmy o ok. 19.00 a w domu byliśmy o jakiejś 00.00 bo były korki . Całą drogę gadaliśmy i żartowaliśmy . Na koniec Mateusz odwiózł mnie do domu. Tegoroczne wakacje zapowiadają się wspaniale , pomyślałam i od razu usnęłam .
Kolejny dzień zaczął się tak samo jak poprzedni – pobudka , śniadanie , rowerek i PRACA. Jednak tym razem wszyscy już tam byli , łącznie z moją mamą , która czuło przywitała mnie na powitanie .
-a wy coś cie się tak wszyscy zebrali co????- spytałam
-a wiesz mamy trochę roboty ,a im wcześniej zaczniemy tym wcześniej skończymy - powiedział wyszczerzony Tomek
-więc do pracy. – powiedziałam i poszłam do hali.
Męczyliśmy się z tym wszystkim ok 4 godzin. Było baaardzoooo nudno ale jak to praca . potem przyjechał Mateusz ze swoim tatą i zaczął sie kabaret . Cały czas brechty jak nie z Tomka to z Mateusza. Niespodziewanie na hurtownie przyjechała jakaś dziewczyna . Blondynka o zielonych oczach i bladej cerze . Po minie Mateusza odczytałam że ja zna i nie jest to miła znajomość .
-ej , co jest ????- zapytałam go
-ta dziewczyna , która właśnie przyjechała jest moją pierwszą dziewczyną , z którą dosć boleśnie sie rozstałem . -powiedział i siedo mnie przytulił.
-hej , chłopie , uspokój sie . Przecież ona cię nie zje
-no niby tak ale wole nie mieć z nią kontaktu. – powiedział to i jak by niby nic wsiadł w samochód i odjechał.
Przed samym zamknięciem przyjechał jakiś facet z 2 swoich synów (bardzo ładnych ) i miałam wrażenie że chce mnie z jednym wyswatać. Miał na imię Kamil , Karol , czy coś takiego . Nie brzydki , ale dziwny. Gdy Mateusz zauważył że z tym drugim dobrze mi się rozmawia ,od razu wkroczył do akcji
-przepraszam cie bardzo , ale ona jest już moja i niestety wykończyła już limit na gadanie z obcymi kolesiami – powiedział i objął mnie w pasie
-coś ci się chyba kochanie pomyliło. Nie wydaje mi sie żebyś kiedykolwiek decydował o tym , z kim moge rozmawiać a z kim nie- powiedziałam i łapiąc za rękę tamtego chłopaka wyszłam na dwór.
-wy jesteście porąbani- nagle krzyknął chłopak
-słucham??????
- WY-JESTEŚCIE-PORĄBANI-OBYDWOJE , rozumiesz?
-wiesz ta rozmowa chyba nie ma sensu – powiedziałam i weszłam do srodka
- dziękuje kochanie że spłoszyłeś mi chłopaka – powiedziałam kładą moją rękę na jego barku
- no i właśnie o to chodziło .Nikt nie może mi ciebie zabrać – powiedział i spojrzał mi prosto w oczy. Były to najpiękniejsze i najbardziej pociągające oczy , jakie widziałam. Było w nich coś innego , niezwykłego .
  • awatar Weź się tym wszystkim nie zalej w trupa.: Oj ty jeszcze nie wiesz co będzie później, jak to się skończy . Moja koleżanka też mi trochę później pomogła wymyslec późniejsze rozdziały a bedzie ich chyba 42 :)
  • awatar Folari: Ten Mateusz wydaje się trochę dziwny :D Ale to może takie pierwsze wrażenie :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Obudził mnie dźwięk budzika , który o dziwo dzisiaj zadzwonił punktualnie o 7.00. Nieprzytomna powlokłam się do łazienki , przy okazji zabierając ubrania z fotela . 15min. później byłam już gotowa do wyjścia . Jak zwykle wzięłam moją torbę , mp4, okulary, telefon , wsiadłam na rower i ruszyłam w drogę. Szybko dotarłam na miejsce. Jak zwykle hurtownia zamknięta, bo mama w Krakowie jakieś duperele załatwia. Otworzyłam ją i weszłam do środka . Jest 7.45, a za 15min. powinni pojawić się 1klięci i oczywiście zaufany, spóźnialski pracownik- Tomek . Powoli zaczęłam się nudzić , kiedy ktoś wjechał na plac i zaczął głośno trąbić.
-Boże , co za idiota tak trąbi .Nie widzi że ja tu jeszcze śpię.-powiedziałam na głos.
Idiotą okazał się kumpel Tomka , który podwiózł go do pracy .
-hej Oliwka, stęskniłaś się za mną?-powiedział Tomek z uśmiechem od ucha do ucha
-tak , bardzo ale teraz choć to i weź sie wreszcie do roboty, co ?????
-no dobra , dobra , tylko się juz tak nie denerwuj -powiedział i wyszedł a samochodu. Następnie poszedł posprzątać jedno z pomieszczeń a ja zaczęłam przeliczać dzisiejszy budżet .
-Jest równe 20tyś zł-pomyślałam i natychmiast schowałam pieniądze do sejfu.
Minuty dłużyły się jak godziny ,a godziny jak doby . Było okropnie nudno, choć cały czas panował tu ruch i gwar. Niespodziewanie coś wibruje mi w kieszeni. Patrze, 3 połączenia nieodebrane od ,,mamuśka”.
-Ciekawe co chciała -pomyślałam
-No nic , trzeba by oddzwonić – to powiedziałam już na głos
-halo, córciu czemu nie odebrałaś jak do cb wcześniej dzwoniłam-odezwał sie głos w słuchawce.
-sory mamo , ale miałam wyciszony telefon i nie słyszałam jak do mnie dzwoniłaś
-no nic , trudno .Zmieniając temat to za 2 godziny pojedziesz z kierowcą do Krakowa i dokonasz zamiany towaru , ok?
-no dobra a z tym kierowcą co zwykle ?-spytała
-tak , tak .Powinien być u cb za jakieś pół godziny.
-no dobra to ja poczekam , a potem to Tomek ma sam zostać?
-tak ,tak , bo my niedługo będziemy -szybko powiedziała i dodała że musi już kończyć bo gdzieś jedzie i się rozłączyła.

********30min.później***********

-Oliwkaaaaaaaaaaaaaaaa-wydarł sie Tomek , nie widząc mnie w pobliżu .
-kierowca już jest , zbieraj się -dodał
-idęęęęęę już – krzyknęłam , w pospiechu podbiegłam do samochodu i wsiadłam.
-dzieńdobryyyyyyyy- powiedziałam wsiadając do samochodu
-zapowiada się kolejna miła podróóóóóóó…..- nie dokończyłam , ponieważ odwracając się w strone kierowcy ujrzałam nieznajomego , nieziemsko przystojnego faceta, który dziwnie mi sie przyglądał , mając przy tym uśmiech na ustach, zajebiście kuszących ustach.
-My się chyba jeszcze nie znamy- powiedział cały czas mi się przyglądając
-ja chyba samochody pomyliłam – zdołałam wyjąkać po niezręcznej ciszy.
-nie , chyba nie . Jestem dzisiaj w zastępstwie za mojego tatę- powiedział, cały czas się uśmiechając .
-aaaaaaaa to spoko . Ja jestem Oliwka i będę twoim osobistym katem przez całą drogę
-osobistym katem ?-chłopak dziwnie na mnie popatrzył a potem zaczął się śmiać
-ej , to nie jest śmieszne- powiedziała , udając oburzoną .
-no dobra , dobra .Teraz powaga. Zapnij pasy i jedziemy .-powiedział w jednej chwili zmieniając mimikę twarzy .
-ok , pasy już zapięte .A teraz komu w drogę , temu trampki .
On tylko spojrzał na mnie , uśmiechnął sie i włączył samochód.
Całą drogę gadaliśmy . On opowiadał o sobie a ja o sobie , choć ja częściej kiwałam głową , niż cokolwiek mówiłam. Mateusz , bo tak ma na imię , okazał sie bardzo słodkim i zabawnym kolesiem , który już dawno skończył gimnazjum . W ciągu kilku godzin podróży bardzo dużo się o nim dowiedziałam i zdążyłam go przez ten czas polubić .

Wreszcie do tarliśmy na miejsce .Ogromne targowisko w Krakowie , które przerażało swoją monumentalnością .Wysiedliśmy razem z samochodu . Byłam już tu parę razy w ciągu wakacji i dość dobrze je znałam .
-wiesz co , za 30mni przyjdzie tu facet po dostawę , a do tego czasu ja się ulatniam , ale wrócę za kilkanaście minut, ok?- powiedziałam , kierując sie w stronę chłopaka
-nie ma nawet o tym mowy. Jesteś tu pod moją opieką i nie darował bym sobie , gdyby coś ci sie stało – powiedział , nie spuszczając ze mnie swojego przenikliwego sojrzenia
-ale nie ma o co się martwić.Byłam już tu kilka razy i sama chodziłam . Nic mi sie nie stanie , uwierz -powiedziałm
-wybij to sobie z głowy . Przyjechałaś tu ze mną i za mną będziesz sie to trzymać, zrozumiano?-spytał
Ja tylko potulnie pokiwałam głową ,bo co miałam innego zrobić.
-wiesz co , daj mi rękę , żebym był pewien , że mi nigdzie nie zwiejesz – oznajmił
-chyba śnisz ! Niby ja mam być jak dziecko i iść z tb pod rączkę- odfuknęłam
-tak -powiedział obojętnie i złapał mnie za rękę, ciągnąc w kierunku kolejki samochodów. Przyznam .Miał miłe w dotyku , ciepłe dłonie , które mocno ściskały moją. Czułam sie dziwnie , jednak zdziwiłam sie że koleś po kilku godzinach znajomości łapie mnie za ręke.
-nieźle zapowiada się ten dzień- pomyślałam w myślach , idąc ramie w ramie , a raczej ręka w rączkę z Mateuszem , nie zwracającym uwagi na moje oburzenia .
 

 
"Letnia miłość"

Czy miłość po między dziewczyną a mężczyzną jest wogóle możliwa ??? Owszem jest, jednak aby ją zatrzymać należy bardzo mocno sie o to starać. Opowiadanie jest o nastoletniej Oliwce- młodej , zdolnej i na pozór odważnej dziewczyny , a Mateuszem – …letnim chłopakiem , który bardzo lubi podrywać dziewczyny , nie zna Oliwki. Ich miłość nie jest zwykłą, przeciętą miłością dwojga ludzi – JEST niezwykłym uczuciem , które oboje starają się unikać.

__________________________________________________

Mam nadzieję ,że spodoba się MOJE OPOWIADNIE
Zaraz będę pisać bo mam wielką wenę na pisanie
 

 
Rozdział II

Czym jest czas? Gdy żyłam normalnie. To uciekał bardzo szybko, albo wlókł się niemiłosiernie długo. Wszystko zależało od sytuacji w jakiej się znajdowałam. Od kiedy zasnęłam czas przestał istnieć. Nie miał żadnego znaczenia. Na nic nie czekałam, a więc się nie dłużył. Nigdzie się nie spieszyłam, a więc nie biegł jak szalony. Wszystko zmieniło się od chwili, gdy po raz pierwszy usłyszałam Andrzeja. Nie mogłam się doczekać chwili, gdy się do mnie odezwie. Chciałam ponownie usłyszeć jego głos, aby upewnić się, że wszystko to, co do mnie mówił nie było tylko szaleństwem mojego umysłu. Po tej pierwszej z nim rozmowie wydawało mi się, że nie mogę zasnąć, ale chyba usnęłam, bo w pewnej chwili podskoczyłam jak oparzona. Może to dziwnie brzmi „podskoczyłam” w chwili, gdy leżałam bez ruchu, ale właśnie tak to odczułam, gdy niespodziewanie tuż przy uchu usłyszałam:
-Kasia... Kasia..., to ja Andrzej.
Czułam, że jest blisko mnie. Moja podświadomość wymyśliła nawet jego twarz.
- To ja Andrzej, słyszysz mnie?
To był moment, gdy poczułam największą radość, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam. Nie mogła się ona równać z niczym. Ani z niespodziewaną piątką, którą dostałam z klasówki z matematyki, gdy wydawało mi się, że nic nie umiem, ani z tym, gdy dostałam pod choinkę nowy laptop, ani nawet z tym, gdy siedząc razem z Bartkiem przytulaliśmy się, nic nie mówiąc do siebie, a jedynie ciesząc się własną obecnością. Gdy wszyscy płakali nad moim losem, ja byłam szczęśliwa. Czyż to nie jest zaskakujące? Leżę tu sobie, jestem poza życiem zwykłej dziewczyny i jestem szczęśliwa. Jednak, to nie usłyszany głos Andrzeja sam w sobie tak mnie uszczęśliwił. Ja po prostu poczułam, że JESTEM. To nie ważne, że teraz mam kłopoty. Ja jestem! Nie ważne jest być z „kimś”, nie ważne jest mieć „coś”. Najważniejsze jest BYĆ. A skoro się już jest, to trzeba walczyć. Nie walczyć przeciwko innym ludziom, ale walczyć samej z sobą. Pokonywać bariery, których pozornie pokonać się nie da. Nie poddawać się za żadne skarby. Tworzyć samemu swoje wspomnienia. Upadać, ale wstawać, aby iść dalej.
Jedna chwila, jeden głos, a jak wiele zmienił.
- Kasiu, jestem przy tobie, obudź się – po raz kolejny Andrzej odezwał się do mnie zapewne myśląc, że jeszcze śpię.
-Nie śpię, słyszę Cię...
-Ruszam w podróż...
-Weź mnie ze sobą... - prosiłam
-Nie jesteś jeszcze gotowa, musisz się tego nauczyć...
-To naucz mnie – powiedziałam błagalnie.
Nie chciałam, żeby mnie tu zostawiał samą, abym rozmyślała o tym, że coś mogę zrobić, ale nie wiem jak to zrobić. Tak bardzo nalegałam, aż w końcu się zgodził.
-Poczuj siebie – powiedział.
-Jak?
- Najpierw poczuj, że masz palce u nóg, potem stopy, nogi i dalej, aż do czubka głowy... Musisz czuć, że masz ciało. Skoncentruj się... Wyobraź sobie siebie jakbyś stała przed lustrem.
Tak, to nie było trudne. Widziałam siebie w lustrze. Stałam nieruchomo, miałam zamknięte oczy, ale widziałam własne odbicie.
- Jeśli będziesz czuła całą siebie, to postaraj się unieść rękę do góry.
Podniosłam widząc to w wyimaginowanym lustrze.
- Teraz podnieś drugą rękę...
I znowu bez trudu zrobiłam to o co prosił.
- Zrób krok do przodu... – instruował Andrzej.
Bez wysiłku zrobiłam ten krok.
- Teraz zrób drugi...
Zaczęłam iść, bo bez kolejnych podpowiedzi uczyniłam krok następny i następny, i kolejny, aż zdawało mi się, że weszłam w lustro i przeszłam na jego drugą stronę. Nic jednak nie czułam poza samą sobą i czekałam na dalsze komendy, gdy nagle usłyszałam:
- Jesteś! Kaśka jesteś!
Nie wiedziałam o co mu chodzi...
- Nie widzisz mnie? Otwórz oczy!
Pomyślałam o swoich oczach i wyobraziłam sobie, że podnoszę powieki. Ku mojemu zdumieniu ciemność jaka do tej pory mnie ogarniała przemieniła się w jasność. Na początku była to mgła tak gęsta jak mleko, ale powoli zaczęłam dostrzegać elementy szpitalnej sali. Najpierw zarysy, fragmenty, aż po dłuższej chwili obraz stał się wyjątkowo czytelny. Normalnie musiałabym założyć okulary, aby widzieć tak wyraźnie, a tu wszystko było takie wyraźne.
Zobaczyłam wszystko to, co mnie otaczało, ale do tej pory było dla mnie tajemnicą. Może nie do końca tajemnicą, bo przecież potrafiłam sobie wyobrazić to miejsce. Jasne ściany, mnóstwo elektronicznych skrzyneczek pokazujących czy jeszcze żyję czy umarłam, biały sufit...
- Idź dalej, idź... – słyszałam Andrzeja, ale do tej pory nie mogłam go dojrzeć.
- Czy ja ciebie zobaczę? – spytałam.
- Tak, ale na razie to leżysz nad sobą. Idź dalej...
Po raz kolejny zrobiłam co kazał i nagle ku mojemu zdumieniu, a nawet przerażeniu, wisiałam zawieszona w powietrzu. Jakbym była w stanie nieważkości. Mogłam się obracać wokół własnej osi, mogłam robić fikołki. Po prostu pływałam. I wtedy przeraziłam się jeszcze bardziej. Zobaczyłam samą siebie. Leżałam na łóżku poprzypinana różnymi kabelkami do tych elektronicznych skrzyneczek, a na powiekach miałam położone dwa niewielkie waciki. Nie wiem jakim sposobem, ale Andrzej usłyszał moje myśli. Czyżbym tak głośno myślała?
- Co się dziwisz... To dlatego, żeby ci oczy nie wyschły. Jakby wyschły, to po obudzeniu nic byś nie widziała.
Tymczasem zdziwienie przeistaczało się w zachwyt. Jako dziecko chciałam umieć latać i moje marzenie się spełniło. Chciałam mieć też pelerynę niewidkę i chodzić sobie tu i tam, ale tak, żeby mnie nikt nie widział. Początkowo fascynował mnie widok samej siebie leżącej w bezruchu. Ale i to zaczynało być takie zwykłe. Z drugiej strony z każdą chwilą popadałam w coraz większą euforię. Tak wielką, że nie mogłam skupić myśli. Zapomniałam nawet, że gdzieś w moim pobliżu jest Andrzej. I nagle stało się coś nieoczekiwanego. Coś na co nie byłam przygotowana. Jakaś niezrozumiała siła zaczęła mnie porywać. Opierałam się temu, ale było to tak, jakby ktoś mnie wziął za ręce i nogi, podniósł i ciągnął tam gdzie nie chcę iść. Nie potrafiłam tego powstrzymać. Walczyłam z niewidzialną siłą i wydawało mi się, że wcale nie jestem od niej słabsza, ale nie na tyle silna, żeby wyrwać się z tych objęć.
Szamocząc się, gdzieś nad swoim własnym ciałem zobaczyłam, że na sali zrobił się wielki ruch. Najpierw wbiegła pielęgniarka i zaczęła naciskać guziczki w tych magicznych skrzyneczkach z wyświetlaczami, do którym byłam poprzypinana kolorowymi kabelkami. Potem przybiegł doktor Miłosz, kilkoro innych lekarzy i pielęgniarki. Wszyscy mówili podniesionymi głosami.
- Intubacja – zarządził doktor Miłosz i po chwili wsadzili mi do ust plastikową rurkę, która miała dostarczać powietrze do moich płuc.
- Tętno 30 – mówiła pielęgniarka. – Tętno 25 – dodała po krótkiej chwili.
- Ciśnienie 30 na 80 i spada...
- Adrenalina – mówił wyraźnie zdenerwowany doktor Miłosz.
- Ciśnienie 25 na 60...
Doktor uderzył mnie pięścią w klatkę piersiową, a ja nie mogłam pojąć dlaczego mnie bije.
- Tętno 20... Ona odchodzi... – jedna z pielęgniarek mówiła tak, jakby się zaraz miała rozpłakać.
- Defibliracja – doktor Miłosz nie dawał za wygraną. – 370 dżuli.
Do klatki piersiowej przyłożyli mi dwie blachy i po chwili moje ciało podskoczyło na łóżku.
- Brak tętna, brak ciśnienia...
- Defibliracja – powtórzył lekarz, ale więcej nie widziałam, bo ta tajemnicza moc, która starała się mnie porwać zaczęła zwyciężać. Poddałam się tej sile. Zaczęłam samoistnie płynąć w sposób niekontrolowany. To była podróż przez moje życie, ale w drugą stronę. Widziałam każdą swoją chwile na ziemi zaczynając od momentu wyjścia z ciała poprzez ostatnie dni przytomności, aż do dzieciństwa. Przypominałam sobie rzeczy o których dawno zapomniałam, a nawet takie, które zaskakiwały mnie tym, że w ogóle kiedykolwiek się przydarzyły. Gdy doszłam do dnia narodzin, gdy wspomnienia, które były moje, ale nigdy w innych okolicznościach bym ich sobie nie przypomniała, gdy te wspomnienia zakończyły się, znalazłam się w miejscu bardzo jasnym. Nic nie widziałam poza tym światłem. Jednocześnie miałam wrażenie, że to światło jest tylko moje i że to ja nim jestem. Jedyne co wtedy czułam, to spokój. Taki spokój, gdy spełniły się wszystkie marzenia i wiadomo, że przyszłe marzenia też się spełnią. Jedyne co wtedy słyszałam, to cisza. Nie taka cisza zwyczajna, ale taka co pozwala usłyszeć szept z odległości wielu kilometrów. Myślałam więc, byłam, ale nie odczuwałam żadnych potrzeb. Byłam zupełnie sama lecz miałam wrażenie, że w każdej chwili będą mogła być z kimś z kim akurat zechcę. Zapragnęłam poczuć smak pomarańczy – poczułam. Zapragnęłam poczuć zapach kwiatów – poczułam. Zapragnęłam... Nie! Nie pragnęłam poczuć bólu, a ten poczułam z wielką siłą. Ból taki, jakby ktoś mnie dusił. Taki ból jakby ktoś wsadził mi w gardło rozpalone żelazo, a na głowę plastikowy worek odcinający dopływ powietrza.
- Oddycha samodzielnie – usłyszałam doktora Miłosza. – znowu ją mamy.
Wydało mi się, że ktoś ten plastikowy worek zdjął mi z głowy. Poczułam się strasznie zmęczona. Zasnęłam. Obudziła mnie rozmowa doktora z mamą.
- Trudno powiedzieć – mówił lekarz. – Pani córka miała zatrzymaną akcję serca przez 23 minuty. Po 4 do 6 minut niedotlenienia następują zmiany w mózgu. Po 15-30 minutach rośnie ryzyko uszkodzenia serca. Ale akcja reanimacyjna została podjęta natychmiast i jest nadzieja, że nie nastąpiło niedotlenienie. W tej chwili nie potrafię pani powiedzieć nic więcej.
Chciałam krzyknąć. „Jakie zmiany w mózgu!? Mózg mnie nie boli, a gardło boli bardzo. Mam zmiany w gardle!”
Znowu zasnęłam. I wtedy przyszedł ten sen. Chociaż to nie wiem czy to był sen czy może inna forma jawy... Wszystko było tak realne, tak wyraźne i choć trudno to sobie wyobrazić, tak bardzo prawdziwe.
Biegłam po łące pełnej kwiatów tak kolorowych, jak kolory mogą być kolorowe. Biegłam bez celu, aż w pewnej chwili cudowne kwiaty zaczęły zmieniać się w stwory o wyglądzie strasznym, trudnym do opisania, bezkształtnym, ale mnie wydawało się, że wszystko to jest naturalne. Było ich coraz więcej i więcej. Im kwiat był piękniejszy tym stwór był okropniejszy. Im bardziej się bałam, tym więcej kwiatów zmieniało swoją postać. Biegłam między nimi, ocierałam się o te postacie. Jedne były oślizgłe po których spływał lepki, śmierdzący śluz. Inne były twarde, jak kora drzew i tak szorstkie, że po ich dotknięciu przecierało się moje ubranie, a na skórze pojawiała się krew. Starałam się biec coraz szybciej, ale kwiaty zamieniające się w straszydła coraz częściej stawały mi na drodze. Wymijałam je, potykałam się o nie, zderzałam się z nimi za każdym razem czując ból i coraz większy strach. Moje ręce, nogi, twarz, całe ciało było coraz mocniej podrapane, a niewielkie strużki krwi spływały po każdym jego fragmencie. W końcu nie mogłam uciekać. Stworów było tak wiele, że nie sposób było przedostać się między nimi. Stanęłam i obracając się wokół własnej osi patrzyłam, jak wszystko co mnie otacza zbliża się tak, jakby chciało mnie pochłonąć. Nagle znieruchomiałam, a z moich ust wydobył się krzyk.
- Nie! Nieeeeeeee...... Nie boję się was!
I naprawdę przestałam się bać. Trudno mi powiedzieć czy strach minął dlatego, że w pewnym momencie zrobiło mi się wszystko jedno, iż moje strachy mnie zgniotą, czy może postanowiłam im stawić czoła i walczyć. Nie wiem skąd w moim śnie nabrałam tyle odwagi, ale efekt był taki, że łąka ponownie zaczęła się ścielić kwiatami we wszystkich kolorach wszechświata. Im więcej nabierałam pewności siebie, tym szybciej potwory zmieniały swoją postać i ze szkarady przeistaczały się w piękno.
Obudziłam się nagle i biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich godzin nie byłam pewna czy to był sen, czy może ponownie, tym razem nieświadomie, opuściłam swój organizm i znalazłam się w miejscu, które jest niedostępne nikomu poza tymi ludźmi, których świadomość może wędrować poza ciałem. Jak każdy człowiek po bardzo sugestywnym śnie zaczęłam zastanawiać się cóż on miał oznaczać. Jakie przesłanie mi niesie. Czy to jest jakaś przepowiednia z zaświatów, która mówi co stanie się w przyszłości, czy może przestroga przed czymś czego nie powinnam robić. Pierwsze co przyszło mi na myśl, było to, że wychodzenie z własnego ciała może się dla mnie skończyć tragicznie i na wszelki wypadek obiecałam sobie, że więcej tego nie zrobię. Druga myśl była taka, że kwietna łąka, to było moje życie przed stanem śpiączki. Potwory i strachy, to śpiączka. Natomiast znikające straszydła i powrót na kolorową łąkę, to powrót do życia czyli przebudzenie.
Wtedy poczułam się szczęśliwa, ponieważ nabrałam jeszcze większego przekonania, że ja się jeszcze obudzę. I gdy tak zachwycałam się rozważaniami o istnieniu zwykłej dziewczyny, nadeszła kolejna koncepcja. Strach i odwaga. To co paraliżuje, powoduje ucieczkę i nie pozwala podejmować właściwych decyzji kontra stawianie czoła największym przeciwnościom. Strach ogranicza, odwaga daje siłę do działania. Strach powoduje, że nie widzimy wyjścia trudnej sytuacji. Odwaga pozwala znajdować właściwą drogę i udowadniać, że to co pozornie było bez wyjścia, posiada wiele drzwi. Odwaga pozwala chwycić za klamkę, by te drzwi otworzyć. Strach, gdy nawet pozwoli dostrzec te drzwi i tą klamkę, to nie pozwala, aby zrobić krok naprzód, nie pozwala wyciągnąć ręki, by nacisnąć klamkę i wydostać się z miejsca w którym nie chcemy być. Lecz jak zwalczyć strach? To tak łatwo powiedzieć „nie bój się”. Tyle jest rzeczy na świecie, które powodują strach i wtedy mówienie „nie bój się”, gdy rzeczywiście się nie boisz jest bzdurą. Najtrudniej się nie bać właśnie wtedy, gdy się boisz. Ale jak to zrobić? Jak wyrzucić z siebie strach przed klasówką, jak pozbyć się strachu przed podejściem do chłopaka, który mi się podoba, jak usunąć strach gdy trzeba podjąć jakąś decyzję, ale nie wie się jakie konsekwencje ona przyniesie. Taki strach w rodzaju, „a co będzie jak się nie uda?” A przecież czasami jest jeszcze strach taki niewiadomo skąd przychodzący. Niepokój, który nie wiadomo skąd przyszedł i czego dotyczy.
Rozmyślałam o strachu, który ostatnimi czasy tak często mi towarzyszył i przyjęłam kolejne postanowienie. Przestanę się bać! Żeby nie wiem co przestanę się bać! Wszystko co mogłoby mnie przestraszyć, będę straszyć ja, a wtedy strach będzie się bał mnie, a nie ja jego. Lecz czy to postanowienie ma w ogóle jakiekolwiek możliwości realizacji? Wtedy nie wiedziałam co mnie jeszcze czeka.
- Już cię nie było – Andrzej wyrwał mnie z filozoficznych medytacji.
- Jak to mnie nie było? – zdziwiłam się
- Umarłaś...
- Umarłam? – nie wierzyłam w to co mówi. – Jak to umarłam? To ja nie żyję? A ty? Też umarłeś? Przecież cię słyszę. – myśli przekazywałam w sposób szybki i chaotyczny.
- Uspokój się! – chłopak krzyknął z taką siłą, że poczułam drżenie jego głosu, którego przecież w rzeczywistości nie było.
- Uspokój się – powtórzył spokojnie. – Umarłaś, ale żyjesz. Lekarze cię odratowali. Ale było zamieszanie! Już chcieli zrezygnować, a ty nagle zaczęłaś oddychać.
- Widziałeś to?
- Jasne! To był dopiero widok, jak oni już dali za wygraną, a ty zrobiłaś im kawał i ożyłaś. Wszystkim ręce opadły, a tu rach ciach, Kaśka oddycha, a to pikadło zaczęło znowu wydawać dźwięki.
- Widziałam z góry trochę tego zamieszania, ale myślałam, że to nic takiego i jak wrócę do ciała, to wszystko będzie dobrze. Ale wtedy coś mnie porwało... Opowiedziałam mu wszystko to, co się wydarzyło od chwili, gdy uniosłam się w szpitalnej sali. Co jakiś czas przerywałam pytaniem „jesteś tu?”, bo przecież nie widziałam mojego słuchacza. Gdy skończyłam Andrzej wydawał się być zdezorientowany.
- Pierwszy raz o czymś takim słyszę. Gdy podróżowałem byłem w zasadzie sam. To znaczy byli ludzie, zwierzęta, drzewa, tak jak to w normalnym życiu. Widziałem jak wszystko się toczy swoim torem. Czasami bywało, że odczuwałem czyjąś obecność, ale nic więcej. Rozglądałem się i nic więcej nie było niż ten realny świat oglądany przeze mnie z perspektywy muchy w locie. Trochę mi napędziłaś stracha, ale ja nie zrezygnuję. W końcu to moja jedyna rozrywka tak sobie pofruwać. No dobra. Ty sobie leż, a ja lecę w drogę zobaczyć co się dzieje. Na razie. Jak wrócę to się odezwę.
Andrzej zostawił mnie samą, a ja powróciłam do swoich rozmyślań o strachu i odwadze, gdy w pewnym momencie usłyszałam miły, ciepły głos.
- Chodź do nas, chodź...
Nasłuchiwałam i tak jak poprzednio, w ciągu ostatnich kilkunastu godzin nie miałam pewności czy to co słyszę jest prawdziwe, czy to jedynie wytwór mojej wyobraźni.
- Chodź, chodź... przecież potrafisz... – nieznany mi głos nawoływał coraz natarczywiej.
- Gdzie mam iść? – spytałam.
- Chodź do nas, do nas...
- Do was? A kim wy jesteście, gdzie jesteście, co ode mnie chcecie? Głos nie odpowiadał przez dłuższą chwilę, by całkiem niespodziewanie odezwać się dosłownie we mnie. Czułam jak jakaś istota wypełnia każdy skrawek mojego organizmu. Byłam ja i to „coś”.
- Jesteśmy myślami ludzi, którzy o nas zapomnieli...
Nie rozumiałam.
- Jesteśmy marzeniami ludzi, którzy o nas zapomnieli... – usłyszałam z głębi samej siebie
- Jesteśmy niespełnionymi nadziejami ludzi, którzy o nas zapomnieli... – głos powiedział po raz trzeci i poczułam, że mimowolnie opuszczam ciało.
Strach po raz wtóry otoczył mnie swoją pętlą, a ja tak jak za pierwszym razem ujrzałam siebie leżącą bez ruchu. Tym razem jednak nic szczególnego się nie działo. Spałam spokojnie i nikt nie biegał wokół mnie, by uratować mi życie. Uspokoiłam się jeszcze bardziej, gdy ujrzałam, że oddycham miarowo, a wszystkie kontrolki w medycznej aparaturze nie wołają o pomoc dla mnie. Sądziłam, że zobaczę to „coś” co mnie nawoływało i ze zdumieniem stwierdziłam, że nic takiego nie ma, choć ponownie usłyszałam.
- Nie szukaj nas. Nie zobaczysz. Jesteśmy myślami, nadziejami, niespełnionymi planami, pomysłami i wszystkim tym co miało być, ale przez brak wiary i pewności w siebie, albo przez lenistwo, albo przez zaniechanie, albo przez zatrzymanie się w pół drogi, albo przez negatywne myślenie, albo przez przekonanie, że „ja tego nie potrafię”, albo przez słabą wolę - nie spełniło się. Jesteśmy zdarzeniami, które mogły się urzeczywistnić, ale się nie urealniły. Jesteśmy niespełnioną miłością, jesteśmy niespełnionym talentem, jesteśmy niespełnionym celem, do którego ktoś kiedyś dążył. Jesteśmy niespełnieniem...
Wszystko to było dla mnie za trudne. Nie potrafiłam pojąć tego co się działo. Zbyt dużo dziwnych i niezrozumiałych spraw się ostatnio wydarzyło wokół mnie, bym mogła zachować trzeźwość umysłu.
- Pomóż nam, pomóż... – głos był wręcz błagalny.
- Jak? Jak mogę wam pomóc? Jestem tylko dziewczyną, która nie może się obudzić.
- Ale bardzo wierzysz w to, że się obudzisz. Tylko ty jesteś naszą nadzieją.
- Nadzieją? – powtórzyłam.
- Tak, nadzieją! Bez ciebie znikniemy całkowicie i nikt nie będzie o nas pamiętał. Byś może kiedyś, ktoś za dziesięć, za dwadzieścia, za trzydzieści lat przypomni sobie własne niespełnienie, ale wtedy nas już nie będzie i nie staniemy się rzeczywistością, bo będzie za późno.
- Za późno? – nie rozumiałam.
- Tak, za późno. Świat się zmieni, ludzie się zmienią i to co jest możliwe dziś, kiedyś przestanie być możliwe. W ten sposób codziennie, dzień w dzień, umiera miliard marzeń. Pozwól nam żyć. Uratuj chociaż niektóre.
- Ja? W jaki sposób? Nie potrafię...
- Potrafisz, potrafisz... Masz w sobie siłę. Przeogromną siłę. Twoje marzenia nigdy nie umierają i dlatego potrafisz.
Ja mam siłę? – zastanawiałam się. – Nawet o tym nie wiedziałam.
- Ale jak wam mogę pomóc?
- A chcesz to robić? Naprawdę chcesz?
- Chcę – odpowiedziałam bez zastanowienia i w tej samej chwili poczułam jak wszystko wokół mnie wiruje. Szpitalna sala wypełniła się drobnymi mgiełkami, które przemieszczały się w linii prostej, po okręgu, ruchem falistym lub tworząc wzory o symetrycznych i niesymetrycznych kształtach. Było to niezwykle widowiskowe, ale i zabawne, a porównałabym to do dzieci, które po dzwonku wybiegły na szkolny korytarz wyrzucając z siebie nagromadzoną podczas lekcji energię. Wszystko to trwało kilkanaście sekund, by po chwili uspokoić się i całkowicie zniknąć. Tymczasem tak samo jak bezwiednie opuściłam swoje ciało, tak samo bez wyrażonej przeze mnie woli, powróciłam do niego.
No i co teraz... – myślałam. – No i co teraz? – krzyknęłam, ale żaden głos mi nie odpowiedział.
– Jak mam wam pomóc? W jaki sposób? – pytałam, ale cisza trwała.
Z niecierpliwością czekałam na Andrzeja, aby opowiedzieć mu o tym co mnie spotkało, a co ważniejsze upewnić się, że nie zwariowałam. Bo przecież tak na zdrowy rozum, to nic podobnego nie mogło się zdarzyć. Chociaż z drugiej strony tak wiele spraw nie ma prawa się przydarzyć, a jednak się przydarzają. W takich przypadkach mój tata zawsze powtarza swoją maksymę: „czego nie widać, nie znaczy, że tego nie ma”. Prawdę mówiąc właśnie te słowa podtrzymywały mnie na duchu. Tymi słowami przekonywałam sama siebie, że nie zwariowałam i świat realny, to nie tylko to co widzimy, słyszymy, czujemy. Świat realny to także wszystko to, czego nie widzimy, nie słyszymy i nie czujemy. Chociaż nie wiemy, że to jest, to jednak jest, a mówienie, że to, albo to jest niemożliwe, wymyślone, nieprawdziwe, to może się okazać kłamstwem. Jakby sto lat temu ktoś twierdził, że będziemy mogli rozmawiać na odległość tysiąca kilometrów stojąc na ulicy i trzymając przy uchu telefon komórkowy, a słuchacz tego stwierdzenia pukałby się w głowę i wyzywał tego „ktosia” od wariatów, to kto tu był wariatem, a kto mądrym człowiekiem?
Zaczęłam się niepokoić o Andrzeja. Nie było go już bardzo długo, a mnie zaczęły nudzić rozważania o tym czego nie widać. Przecież nie ma powodu o tym rozmyślać skoro osobiście doświadczyłam czegoś, czego nie doświadczyłabym, gdyby nie było mnie tu i teraz w takim stanie w jakim się znajdowałam.
- Ale gdzie jest Andrzej? - teraz to mnie zajmowało.
- Ciekawe która godzina? – pomyślałam i zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy interesował mnie ten fakt.
- Nudzi mi się! – także to uczucie bardzo dawno nie było moim udziałem i chociaż nie tak dawno obiecałam sobie, że z własnej woli nie będę wędrowała poza ciałem, postanowiłam spróbować. Najpierw robiłam wszystko, aby pozbyć się strachu. To było trudne zadanie lecz powtarzałam sobie, że lepiej spróbować i żałować, niż nie próbować i też żałować, że się nie spróbowało. W końcu rozpoczęłam „procedurę startu”, którą wytłumaczył mi Andrzej. Po chwili pływałam w powietrzu. Nie chciałam się oddalać na zbyt dużą odległość. Traktowałam to jako pierwszy samodzielny lot próbny.
Była noc. Na korytarzu migotała zepsuta świetlówka, jakby nadawała alfabetem Morse’a. Bez najmniejszego problemu przeniknęłam przez szybę, która z jednej strony dzieliła moją salę od pomieszczenia pielęgniarek. Na chwilę zawisłam nad kobietą w białym kitlu i patrzyłam jak wypełnia jakiś formularz. Nagle usłyszałam ten sam głos, który wcześniej określił się jako „niespełnienie”.
- Pomóż mi, pomóż...
Zbliżyłam się do głosu i ten stał jeszcze wyraźniejszy. Zbliżyłam się jeszcze bardziej i poczułam jak przekraczam granicę pomiędzy światem zewnętrznym, a światem wewnętrznym pielęgniarki. W tym momencie byłam częścią jej duszy. Wydawało mi się, że słyszę jej myśli, ale to nie było to. To nie były myśli, to był stan ducha. Ten był przygnębiony, a jednocześnie rozkołysany, jak wielkie drzewo podczas huraganu. Musiała coś bardzo mocno przeżywać, nad czymś bardzo intensywnie się zastanawiać nie znajdując właściwej odpowiedzi.
Działo się jednak coś jeszcze bardziej niezwykłego niż to, że potrafiłam wniknąć w duszę tej kobiety. Otóż co chwilę jasność, taka niezwykła, jaskrawa, radosna, przeistaczała się w mrok, tak nieprzenikniony, że można było tą ciemność kroić nożem. I gdy nastawała ciemność czułam ból, słyszałam krzyk i płacz, a gdy wracał blask ogarniała mnie przeogromna radość i dało się słyszeć naturalny niczym nie skrępowany śmiech. Jakbym była na huśtawce, raz w słońcu, a raz ciemnościach i ponownie w słońcu i znów mrok otaczał mnie z każdej strony. Chciałam uciec z tego miejsca, ale byłam jakby przywiązana. Chciałam się wyrwać, ale coś mnie trzymało i nie pozwalało czmychnąć na powrót do własnego ciała. Ciemność była na tyle bolesna, że za wszelką cenę starałam się, aby w nią nie wpadać. Z każdą chwilą udawało mi się to coraz lepiej. Siłą woli i własnych myśli powstrzymywałam mrok, a jasność stawała się coraz dłuższa. W końcu przykra czerń zaczęła się oddalać i niedługo potem znikła całkowicie. Pozostał tylko radosny śmiech spowity w słońcu. Wtedy poczułam się wolna. Nie tylko dlatego, że już nic mnie nie powstrzymywało przed opuszczeniem duszy pielęgniarki, ale przede wszystkim dlatego, że miałam poczucie wolności, poczucie bycia sobą i tylko sobą. Był to taki brak potrzeby udawania kogoś kim nie jestem, aby zadowolić innych lub aby innym się przypodobać. Byłam naprawdę wolna, jak nigdy dotąd. Jedyne co w tym momencie mi przeszkadzało, to kolosalne wyczerpanie. Walka z ciemnością bardzo mnie zmęczyła. Nie było to zmęczenie takie, jakie odczuwa się po pracy fizycznej, ale takie jakie jest udziałem każdego człowieka, po jakimś ważnym egzaminie, gdzie egzaminatorem jest człowiek niezwykle wymagający, a zarazem nieobliczalny i nie wiadomo co można się po nim spodziewać.
- Dziękujemy... – usłyszałam znajomy głos i choć wiedziałam, że podziękowania są skierowane do mnie, to nie wiedziałam za co mi dziękowano. Nie miałam siły spytać.
Wróciłam do siebie i zasnęłam. Obudził mnie głos doktora Miłosza.
- Wiesz Olu, że ja będę musiał w końcu powiadomić o tym ordynatora?
Ola, a raczej Pani Aleksandra była właśnie tą pielęgniarką do której duszy zajrzałam. Była bardzo miła i delikatna. Przez cały pobyt w szpitalu miałam nieodparte wrażenie, że uwielbiała tutaj pracować. Lecz ton z jakim doktor Miłosz zwracał się do siostry Oli był niepokojący.
- Nie rób tego proszę... – mówiła.
- Wiesz, że bardzo cię lubię i uważam, że jesteś najlepszą pielęgniarką na tym oddziale, jak nie w całym szpitalu, ale muszę to zrobić. To wszystko za daleko już zaszło.
- Skończyłam z tym...
- Już nie raz to mówiłaś...
- Ale teraz naprawdę... uwierz mi...
- Niestety, nie wierzę...
- Wiesz, że w nocy miałam dyżur? Siedziałam w dyżurce i walczyłam ze sobą, żeby tego nie zrobić. Siedziałam i przegrywałam sama ze sobą. Byłam bliska, żeby otworzyć sejf, wyjąć kluczę do szafki z morfiną i wstrzyknąć sobie w żyłę.
- No sama widzisz. Musisz się leczyć. Jesteś narkomanką, a z tego tak łatwo się nie wychodzi...
- Czekaj, czekaj... – siostra Ola przerwała doktorowi Miłoszowi. – Posłuchaj mnie. Już miałam wstać i nagle poczułam w sobie takie ciepło. Nieokreślone, nie wiem jak ci to wytłumaczyć. A potem ulga. Jakby wszystko co złe odpłynęło ode mnie. Chciało mi się z radości krzyczeć, ale z tej radości tylko się rozpłakałam jak bóbr. Wszystko odeszło jak ręką odjął. Nie musiałam ze sobą walczyć, bo nie czułam potrzeby wstrzyknięcia sobie morfiny I nie czuję tej potrzeby do tej pory. W ogóle, jakbym nigdy nie ćpała. Nie wiem co to było. To jakiś cud. Nie wiem, naprawdę nie wiem...
- Oj, Ola, Ola – doktor Miłosz nie wydawał się być przekonany. - Przecież widzę, że coś brałaś. Mówisz jak nawiedzona, po niezłej działce morfiny.
- Dobrze – pani Aleksandra starała się udowodnić swoją niewinność. – Pobierzesz mi krew i zbadasz. Jeśli znajdziesz tam jakikolwiek narkotyk, który wzięłam w ciągu ostatnich 24 godzin, to idziesz prosto do ordynatora, a potem dyrektora szpitala.
Nastała cisza. Doktor Miłosz przez dłuższą chwilę się zastanawiał, ale w końcu zgodził się na taki układ. Jeszcze jakiś czas zajmowali się mną, ale już bez słowa. Gdy zostałam sama bardzo się dziwiłam, że siostra Ola jest uzależniona od narkotyków. Nigdy bym nie przypuszczała. Lecz jej opowieść z ostatniej nocy jakoś zdumiewająco pasowała do moich odczuć jakich doznawałam będąc w jej duszy. Czyżbym to ja dała jej tyle siły? Czyżbym to ja uratowała jej marzenie o wyjściu z nałogu? No, a to „dziękuję”, które usłyszałam, gdy wykończona wracałam do własnego ciała? Czyżbym to ja?

__________________________________________________

No to na tyle .Mam nadzieję ,że się wciagneliście
 

 
Rozdział I

Nikt nie wiedział dlaczego zasnęłam. Położyłam się spać, a rano nie mogłam się obudzić. Nie! Nie umarłam. Mama przyszła mnie obudzić do szkoły i nie umiała tego zrobić. Potem był szpital. Doktor Miłosz używał mądrych słów.
- Zaburzenia metaboliczne spowodowane przez wirusa.
Powiedział nawet jak ten wirus się nazywa, ale chyba oprócz niego nikt nie zapamięta tak trudnej nazwy. Zasnęłam i nie mogłam się obudzić. Tak przynajmniej wszystkim się wydawało, ale to nie była zupełna prawda. Ja się budziłam. Nikt tego nie widział, bo nie potrafiłam dać żadnego znaku. Nie mogłam otworzyć oczu, ruszyć ręką, ani nogą. Wszystko słyszałam, czułam jak mama trzyma mnie za rękę i jak łza taty spada na moją twarz. Trochę było mi głupio, że wszystkim narobiłam tyle kłopotu, ale cóż mogłam poradzić. Spałam i już. To znaczy wszyscy tak myśleli, ale ja budziłam się często. Czułam się wtedy świetnie. Nic mnie nie bolało, chociaż podobno byłam chora. Czasami się nudziłam, czasami byłam wściekła, ale najczęściej zupełnie nie wiedzieć dlaczego miałam całkiem dobry humor.
- Kasiu wstawaj - tego pamiętnego dnia mama krzyczała z drugiego pokoju. - Kasiu! Już pół do ósmej!
- Łatwo powiedzieć - pomyślałam. - Już dawno się obudziłam, ale jakoś nie mogę wstać.
Słyszałam jak mama wpadła z hukiem do pokoju.
- Kasia! - krzyknęła i po chwili szarpnęła mnie za ramię. - Kasia co się wygłupiasz! Wstawaj.
- Mamusiu, ale nie mogę - mówiłam, ale ani ja, ani ona nie słyszałyśmy mojego głosu.
- Kasia co ci jest! Kasia!
Mama jak to mama. Wpadła w panikę. Najpierw zaczęła mną szarpać, a gdy wciąż wydawało się jej, że śpię, zadzwoniła na pogotowie. Chciała zadzwonić, bo najpierw wykręciła numer straży pożarnej, a potem mojego taty. Dopiero za trzecim razem dodzwoniła się do lekarzy. Mnie się nie spieszyło. Było całkiem nieźle wylegiwać się tak jak w niedzielę. Trochę drażniło mnie, że nie mogę się przewrócić na drugi bok, ale co tam. Zawsze lubiłam poleżeć w łóżku długo po tym, jak się obudziłam.
Gdy przyjechało pogotowie zrobił się wielki szum. Założyli mi jakąś maskę na usta i nos, i zaraz wynieśli na noszach. Wtedy poczułam się bardzo senna i znowu zasnęłam, chociaż dla innych wcale się nie obudziłam. Nie wiedziałabym, jak długo spałam, gdyby nie rozmowa mamy z doktorem Miłoszem.
- To już trzeci dzień - martwiła się mama. - Co z nią będzie?
- Trudno powiedzieć. Najważniejsze, że ma silny organizm. Po antybiotykach infekcja wyraźnie ustępuje. Będzie dobrze. Proszę być dobrej myśli. Trzeba czekać.
- Panie doktorze, niech mi pan obieca.... niech mi pan obieca, że ona nie..., że ona nie umrze.
Lekarz nie obiecał. Słyszałam tylko jego kroki, gdy wychodził z sali. Mama usiadła tuż przy moim łóżku i gładziła po głowie. To było bardzo przyjemne i trochę mnie uspokajało. Przestraszyłam się. Gdy doktor Miłosz nie obiecał mamie, że nie umrę, to tak, jakby i mnie nie obiecał. "Co będzie, gdy ten wirus, jak mu tam, jednak nie ustąpi?" myślałam. "Mam dopiero piętnaście lat. To nie jest sprawiedliwe. Może jakbym miała czterdzieści, to wtedy łatwiej byłoby mi się z tym pogodzić. Nie! Też nie. Przecież tata, ma czterdzieści lat. Jakby umarł, to byłoby straszne. Dlaczego ludzie nie żyją po tyle samo? Na przykład 120 lat. W ogóle po co umierają. Chyba jednak nie umrę. Czuję, że będę jeszcze długo żyć. Tylko jak to powiedzieć mamie? Chciałabym, żeby przestała się martwić. Obiecuje! Mamusiu! Obiecuję! Nie umrę!"
Mama oczywiście nie mogła wiedzieć, co dzieje się w mojej głowie i nie słyszała mojej obietnicy, ale ja poczułam się znacznie pewniej. Przyrzekłam sobie, że poleżę, pośpię za wszystkie czasy, a potem się obudzę i znowu pójdę do szkoły. Nie wiedziałam wtedy czy to będzie jutro czy może za rok, ale wiedziałam, że kiedyś rozbudzę się na dobre.
To były te dni, kiedy bardzo mi się nudziło. Jedyną rozrywką jaką miałam, to wymiana kroplówki, przekręcanie mnie na bok przez pielęgniarkę, żeby mi się pęcherze na plecach nie porobiły, no i oczywiście opowieści mamy. Każdego dnia, zaraz po porannej wizycie lekarza, siadała i zdawała mi relację z tego co ważnego wydarzyło się w domu i nie tylko. Nie przypuszczam, aby była pewna, że ją słyszę. Raczej ktoś jej powiedział, że ludzie będący w śpiączce mogą, ale nie muszą słyszeć, co się do nich mówi. Ale co oni mogą wiedzieć! Wtedy, na samym początku mojego leniuchowania sama wiele nie wiedziałam.
- Wczoraj pokłóciłam się z tatą - mówiła mama. - O ciebie Kasiu. On mówił, że gdybym wcześniej weszła do pokoju, to może nie spałabyś teraz. Ale skąd ja mogłam wiedzieć. Nie martw się Kasiu. Już się pogodziliśmy. Zaraz mnie przeprosił i powiedział, że wcale tak nie myślał. On bardzo to przeżywa. W nocy wstałam do ubikacji, a on siedział w fotelu i płakał. Pierwszy raz widziałam, jak tata płacze. Chciałam go pocieszyć i skłamałam, że mi się śniło, że będziesz zupełnie zdrowa. Ale wcale mi się tak nie śniło. Codziennie dzwonią do ciebie koleżanki i koledzy. Pytają się czy wracasz do zdrowia. Chcieli przyjść do ciebie, odwiedzić cię, ale lekarze nie pozwalają. Im też mówię, że jest coraz lepiej i że będziesz zdrowa. Wojtuś dostał wczoraj trzy szóstki...
O Wojtusiu mama mogła mówić godzinami. To mój młodszy brat. Dawniej byłam o niego zazdrosna. Dawniej, to znaczy jeszcze zanim zasnęłam. Teraz przestałam. Chyba zrozumiałam, że rodzice kochają nas tak samo. Jak się urodził też był bardzo chory. Wtedy, ale i później mama zajmowała się nim, jakby był najważniejszy na świecie. Tak na niego chuchała, tak dmuchała, a mnie było trochę przykro. Mówiąc krótko, byłam zazdrosna, a teraz mi minęło. Chciałabym, żeby Wojtuś mógł mnie odwiedzić. Może to głupie, ale brakuje mi jego wrzasków, pretensji o byle co, nawet tego jego: "głupia jesteś!" I pomyśleć, że tak nie lubiłam niedzieli, bo przez większość dnia musiałam patrzeć na jego roześmianą od ucha do ucha gębę.
Wojtuś nie mógł przyjść, ale za to przychodził tata. Zmieniał mamę po południu i siedział do późnego wieczora. On niewiele mówił. Siedział i patrzył się na mnie. Od czasu do czasu głęboko wzdychał i szeptał coś w rodzaju "Oj Kasiu, Kasiu. Coś ty najlepszego narobiła" albo "Kaśka. No wstawaj już. Zobacz już ciemno się robi, a ty jeszcze śpisz." Miał jeszcze kilka innych podobnych odzywek.
Jakiś tydzień po tym, gdy nie umiałam się obudzić, tata powiedział więcej. Co prawda nie do mnie, ale była to przyjemna odmiana, bo tata, ma bardzo miły głos i lubię go słuchać. Niski, ale delikatny, taki gładki. Mógłby w radiu dzieciom bajki na dobranoc opowiadać. Na pewno zaraz by zasypiały. Ale nie o głos taty tutaj chodzi. Rzecz w tym co powiedział, gdy doktor Miłosz przyszedł zobaczyć jak się czuję.
- Panie doktorze - powiedział bardzo cicho, jakby się bał usłyszeć własne słowa. - Panie doktorze. Gdyby stało się coś niedobrego, jakby moja córka... Rozmawiałem z żoną i uznaliśmy, że jakby doszło do najgorszego, to chcielibyśmy, aby serduszko Kasi i co tam jeszcze można zostało przeszczepione innym dzieciakom.
Doktor odpowiedział tylko, że "oczywiście", "jasne" i "przekażę państwa decyzję innym lekarzom". Natomiast mnie zrobiło się trochę głupio. Ja tu sobie śpię, a rodzice już postanowili mnie pokawałkować i rozdzielić moje wnętrzności potrzebującym. Przypomniało mi się, jak przed świętami Bożego Narodzenia u babci Władzi zabijali świnię. Nie pozwolili mi przy tym być, ale potem widziałam, jak dzielili pokrojone mięso. "To dla Wujka Tadka, to dla cioci Krysi, to dla..." Czułam się jak ta zadziabana świnka. Serduszko dla chorej dziewczynki z Katowic, a nereczka dla chorego chłopczyka ze Szczecina. Jednak im dłużej nad tym myślałam, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że mam bardzo mądrych rodziców. Mądrych i odważnych. Przecież dla nich byłam tylko na wpół żywa. Gdyby ta druga połowa umarła, to wszystko, co jest we mnie mogłoby pójść prosto do grobu, a tam sobie spokojnie zgnić. Beeee. Albo jakieś robaki, by po tym chodziły... beeee. A tak ta chora dziewczynka z Katowic dostałaby świeże serce i żyłaby 100 lat.
Ciekawe ile ludzkich kawałków można wykorzystać do ratowania innych ludzi? Wyobraziłam sobie tą dziewczynkę, jak leży ciężko chora, a obok lekarz mówi do jej rodziców, że była szansa na szybką transplantację, ale rodzice zmarłego dziecka nie pozwoli zabrać serca. A potem wyobraziłam sobie coś zupełnie odwrotnego. Ta sama dziewczynka, która wcześniej była tak bardzo chora, teraz biega, śmieje się i krzyczy "mam nowe serduszko, nowe serduszko". Zrobiło mi się tak miło, jakbym to ja jej dała nowe życie. Zagalopowałam się do tego stopnia, że byłam gotowa umrzeć, żeby ona mogła być zdrowa. Po chwili jednak przypomniałam sobie o mamie, tacie, Wojtusiu i obietnicy, którą sobie dałam. Będę żyć bez względu na wszystko!
W ciągu dwóch tygodni leżenia w szpitalu wymyśliłam już chyba wszystkie możliwe myśli i odnowiłam wszystkie wspomnienia. Drugi raz nie chciało mi się wracać do tego samego. Nawet jedno z ostatnich najmilszych zdarzeń zaczęło mnie nudzić. Ile razy można powtarzać w głowie chwile, gdy Bartek przysłał mi podczas lekcji karteczkę, a na niej pytanie czy nie chciałabym być jego dziewczyną. Jasne, że chciałam. Wszystkie chciały, a on właśnie do mnie przysłał taki liścik. Odesłałam mu krótką wiadomość. "Może być". Potem trochę się zastanawiałam czy nie powinnam poczekać i trochę potrzymać go w niepewności. Lecz z drugiej strony, gdybym napisała "zastanowię się", albo "zobaczymy", to być może taki sam liścik natychmiast wysłałby do innej dziewczyny. W ten sposób stałam się dziewczyną najprzystojniejszego chłopaka w klasie, a może i w całej szkole. Tak przynajmniej wtedy sądziłam. Tymczasem on po tym liście przestał się do mnie prawie odzywać. Miałam wrażenie, że mnie unika. W ogóle zaczął zachowywać się bardzo dziwnie.
Czasami widziałam jak na mnie zerka. Nie! Tak po prostu się na mnie patrzył, tylko udawał, że spogląda na coś zupełnie innego. Ja jednak widziałam. Denerwowało mnie to, bo myślałam, że zaprosi mnie do kina, albo na jakiś spacer, a na przerwie będziemy tylko razem, tak jakby na korytarzu nikogo więcej nie było. Przerwa była nawet ważniejsza niż kino, bo wtedy wszystkie dziewczyny mogłyby sobie na nas popatrzeć i pozazdrościć. A tu taka afera! Zamiast ze mną, to bez przerwy przystawiał się do Karoliny. Aż trudno wyobrazić sobie, co wtedy czułam. Raz nie wytrzymałam. Poszłam do łazienki zamknęłam się w kabinie i popłakałam się. Nie dlatego, że tak strasznie zależało mi na Bartku, ale dlatego, że czułam się taka bezsilna. Jeszcze bardziej bezsilna niż teraz, gdy leżę i nie mogę ruszyć nawet małym palcem. Zadzwonił dzwonek, wytarłam oczy i wróciłam do klasy. Na kartce napisałam: "Zrywam z tobą. Kaśka." i rzuciłam do Bartka. Cały czas patrzyłam na niego, a on przeczytał i zrobił się strasznie czerwony. Nie spojrzał w moją stronę, tylko siedział bez najmniejszego ruchu.
Być może mój wyśniony chłopak pozostałby tylko w marzeniach, gdyby nie przypadek. Na następnej lekcji mieliśmy zastępstwo. Każdy robił co chciał, gadał z kim chciał, a nauczycielka nie mogła sobie z nami dać rady. W końcu krzyknęła: "spokój!", ale i to nie pomogło. Potem wpadła na pomysł żeby nas poprzesadzać. Traf chciał, że kazała mi usiąść razem z Bartkiem. Ogólnie biorąc manewr ten nie przyniósł żadnych skutków z jednym wyjątkiem, jak panował bałagan, tak chyba jeszcze się wzmógł. Z niewielkim wyjątkiem. W jednej ławce panował całkowity spokój. Właśnie w naszej. Siedzieliśmy wśród powszechnego zgiełku i milczeliśmy. Byłam na Bartka wściekła i nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Na pięć minut przed dzwonkiem chłopak spytał jakby był niedorozwinięty.
-Dlaczego ze mną zerwałaś?
Tak mnie zaskoczył, że nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Zastanawiałam się tak długo, że pewnie pomyślał, że się na niego pogniewałam i przestał oczekiwać odpowiedzi.
- Bo nigdy nie byłeś moim chłopakiem - powiedziałam nie patrząc na niego.
- Jak to? Przecież się zgodziłaś... Mam nawet twój list - mówiąc to otworzył książkę i zobaczyłam napisaną przeze mnie karteczkę.
Bartek przestawał mi się podobać. Mówił tak, jakby rzeczywiście miał coś z głową. "Jak to? Przecież się zgodziłaś" - powtarzałam w myślach jego słowa. Zgodziłam się i co z tego! Nie miałam zamiaru z nim rozmawiać i odpowiadać na głupie pytania, ale on znowu mnie zaskoczył.
- Matka dała mi pieniądze, żebym kupił sobie jakieś dżinsy i koszulki. Pójdziesz ze mną do galerii? Połazimy po sklepach... pomożesz mi...
Znowu zgodziłam się bez wahania. Aż mi się głupio zrobiło, że przed chwilą zerwałam z nim, a teraz pójdziemy razem na zakupy. Okazało się jednak, że dobrze zrobiłam. Bartek stał się moim pierwszym, najprawdziwszym chłopakiem. Od tego czasu siedzieliśmy w jednej ławce, do szkoły chodziliśmy trzymając się za ręce i nawet lekcje odrabialiśmy razem. Prawie nie rozstawaliśmy się. Nawet, gdy nie mieliśmy o czym rozmawiać, to liczyło się tylko to, że on jest blisko mnie, a ja blisko niego. Wszystko ma jednak też swoje złe strony. Do rozpaczy doprowadzał mnie mój braciszek Wojtuś. Bez przerwy się czepiał mówiąc coś w rodzaju: "Kaśka ma narzeczonego!", albo "Zakochana para Bartek i Kasiara!". Zaczynałam go wtedy gonić po mieszkaniu, żeby mu przyłożyć, a mama krzyczała na mnie, abym go zostawiła. A co ja byłam winna, że mam zwariowanego i złośliwego brata?
Jednak zazdrosne spojrzenia Karoliny wynagradzały mi głupie docinki Wojtusia. Wiem, że nie można być z tego dumną, ale w chwilach, gdy Karolina zerkała na nas odczuwałam zadowolenie. Wiedziałam, że nie może się pogodzić, że ja i Bartek chodzimy ze sobą. Kiedyś byłyśmy najlepszymi koleżankami. Siedziałyśmy w jednej ławce, razem wychodziłyśmy do ubikacji nawet wtedy, gdy jedna z nas nie miała takiej potrzeby i znałyśmy wszystkie swoje tajemnice. Mniej więcej rok temu do Karoliny przyczepiła się Monika. Robiła wszystko, aby nas skłócić i zachowywała się tak, jak lustrzane odbicie Karoliny. Wyglądało to mnie więcej tak.
- Wczoraj byłam w kinie. Mówię wam, jaki świetny film - mówiła Karolina.
- Eeee tam - mówił ktoś inny. - Ja też byłam na tym filmie i straszne nudy.
- Jakie nudy?! - natychmiast oburzała się Monika popierając Karolinę. - Ty jesteś nudna. Jak się nie znasz, to lepiej się nie odzywaj.
Gdy Karolina przyszła w nowych butach, Monika natychmiast zaczynała piać z zachwytu.
- Ale masz świetne buty! Gdzie kupiłaś? Ile kosztowały? Daj przymierzyć. Też takie sobie kupię!
Mówiąc krótko Monika na każdym kroku starała się mnie zastępować jako najlepsza przyjaciółka mojej przyjaciółki. Zachowywała się jak adiutant generała. Gdy Karolina zapomniała na matematykę ekierki, to nie zdążyła jeszcze poprosić, a Monika już jej podsuwała pod nos swoją. Miałam tego dość, ale przecież nie mogłam jej powiedzieć, żeby raz na zawsze się odwaliła. Przecież każdy może się przyjaźnić z kim chce. Najgorsze było jednak to, że Karolina zaczęła wykorzystywać zachowanie Moniki. Pewnie to też trochę moja wina, bo zamiast zachowywać się normalnie, zaczęłam stosować sposoby mojej rywalki. Robiłam wszystko, żeby przypodobać się przyjaciółce. Robiłam wszystko co tylko chciała, aż nadszedł taki moment, że poczułam się poniżona. Rywalizacja miedzy mną, a Moniką o przyjaźń Karoliny dotarła do granic mojej wytrzymałości. Gdy Karolina po raz któryś stwierdziła, że skoro ja nie chcę, to na pewno Monika się na to zgodzi, było mi bardzo smutno. Tak smutno, że płakać mi się chciało, ale powiedziałam sobie, że koniec z tym. Jeśli nie chce, żebyśmy były prawdziwymi przyjaciółkami i woli kumpelę zamienić na służącą, to proszę bardzo.
Tuż przed wyjazdem na zieloną szkołę była jeszcze szansa na to, aby wszystko było tak jak kiedyś. Po tym, jak pogodziłam się, że przyjaźń wygasła, Karolina zaczęła lekceważyć Monikę i tak, jakby chciała się pogodzić. Ustaliłyśmy nawet, że będziemy spać w jednym pokoju. Gdy jednak znaleźliśmy się w autokarze obok Karoliny usiadła Monika i powiedziała, że nie zejdzie z tego miejsca. Karolina zamiast odejść od niej i usiąść ze mną w innym miejscu, to została. Potem była jeszcze mała awantura w domu wypoczynkowym, w którym mieliśmy noclegi. Moja najlepsza przyjaciółka zmieniła zdanie i stwierdziła, że woli być w pokoju z Moniką niż ze mną i musiałam się przenieść gdzie indziej. Skończyło się na tym, że wszystkie dziewczyny już się dobrały, a ja zostałam sama i przez pięć nocy na zielonej szkole musiałam spać w jednym pokoju z wychowawczynią. Koszmar! Chociaż nasza wychowawczyni, to całkiem równa kobieta.
Z nudów zaczynałam zasypiać w dzień, a w nocy, jakby to dziwnie nie brzmiało, nie mogłam zmrużyć oka. Wpadłam na pomysł, aby układać wiersze. Łączyłam wyrazy w zdania i starałam się je zapamiętywać. Nie było to trudne, bo cisza nocna powodowała, że mogłam całkowicie się skupić na moim nowym zajęciu. Aż pewnej nocy coś zaczęło mi przeszkadzać. Jakieś dziwne dźwięki, niby to czyjś głos, ale taki bełkoczący. Pomyślałam, że zaczynam wariować. Nic dziwnego. Tyle czasu w bezruchu i bez wypowiedzianego słowa. Byłam, a jakby mnie było. Przestraszyłam się tych dźwięków, bo jeśli rzeczywiście zaczynałam tracić zmysły, to co będzie, gdy się obudzę? Czy wszystko wróci do normalnego stanu czy też pozostanę dziwadłem, które w swym umyśle wytwarza niezrozumiały bełkot?
Z nocy na noc dźwięki stawały się coraz bardziej wyraźne. Zaczynałam rozróżniać poszczególne słowa, aż w końcu zrozumiałam całe zdanie. Gdy to się stało tak się bałam, że chociaż leżałam bezwładnie, to wewnątrz cała się trzęsłam.
- Odezwij się wreszcie! Odezwij, odezwij się do mnie! - Głos, który do mnie dochodził był natrętny i jakby z pretensją do mnie, że wciąż milczę, jak ja mogłam się odezwać skoro nie potrafiłam poruszać ustami i językiem? Starałam się zasnąć, ale gdy sen nie przychodził, a nalegania narastały postanowiłam przestać myśleć. Wyłączyłam mózg i żadna myśl nie przechodziła przez moją głowę. Jednak głos był już tak wyraźny, że nie mogłam go ignorować.
Uznałam, że skoro i tak zwariowałam, to mogę porozmawiać z tym nachalnym głosem.
-O co ci chodzi - przeniknęło przez moje zwoje mózgowe.
-No wreszcie! - usłyszałam.
-Co wreszcie?
-Wreszcie przestałaś udawać, że mnie nie słyszysz.
-Słyszę i co z tego. Wolałabym nie słyszeć.
-Naprawdę? Przecież chciałabyś z kimś porozmawiać.
-To idiotyczne. Nie chcę cię słyszeć. Daj mi spokój.
- Na pewno chcesz. Od kilku dni staram się do ciebie dotrzeć. Już miałem zrezygnować. Tu, obok ciebie jest taka szklana ściana. Za tą ścianą jest łóżko, a tym łóżku leżę sobie ja. Już pół roku.
-Co? – byłam zszokowana.
- Tak, tak. Jestem obok ciebie. Widziałem jak cię przywozili. Wszystko widziałem i od razu starałem się z tobą skontaktować.
- Jak to? Jak skontaktować? – moje zdumienie było tak wielkie, że zupełnie zapomniałam, że jestem w śpiączce. Głos mojego rozmówcy był bardzo wyraźny, ale gdzieś na dnie umysłu jawił mi się jego obraz.
- Tak to! – odpowiedział. – Poleżysz tyle czasu co ja, to wszystkiego się dowiesz, jak tu u nas jest. U nas, dokładnie między śmiercią, a życiem. Chociaż jesteśmy bliżej życia. Chciałem zobaczyć jak to jest tam, zupełnie w zaświatach, ale nie udawało mi się. Natomiast życie obserwuje sobie bez przeszkód.
-Dużo nas tu leży?
-Pięcioro. Nas dwoje, jeden dziadek i dwóch facetów gdzieś tak po czterdziestce.
-Ze wszystkimi potrafisz rozmawiać?
- Nie. W tej chwili tylko z tobą. Nie wiem od czego to zależy, ale im straszy człowiek, tym trudniej do niego dotrzeć. Kiedyś leżał tu taki trzylatek i ten od razu się do mnie odezwał. To dzięki niemu dowiedziałem, się, że jest to możliwe. Uśmiejesz się, ale nie masz pojęcia, ile może cię nauczyć trzylatek.
-Co ci stało?
- Miałem wypadek. Skoczyłem do wody na główkę i skręciłem kark, a główka przestała pracować. Więcej nic nie pamiętam. Dopiero tutaj odzyskałem świadomość. Kurcze, gdybym mógł to wszystko odwrócić. To było na zakolu rzeki. Zawsze było tam 3-4 metry głębokości i skakało się bez problemu. Z gałęzi drzewa. Już tutaj usłyszałem jak mój tata mówił lekarzowi, że prawdopodobnie przez noc nurt rzeki naniósł piach i z trzech metrów zrobiło się półtora. Teraz już wiem, że zawsze trzeba sprawdzać dno zanim się skoczy, tylko nie wiem czy kiedykolwiek będę miał okazję to sprawdzić.
-A jak się obudzisz, to będziesz mógł chodzić?
- Nie wiem. Nawet lekarze nie mają pewności. Mówią, że najpierw muszę się obudzić, a dopiero potem okaże się jak bardzo mam uszkodzony rdzeń kręgowy. Jak to usłyszałem, to nie chciałem, żeby mnie ratowali. Nie wyobrażałem sobie, życia na wózku. Potem wszystko przemyślałem i doszedłem do wniosku, że będę wszystkich ostrzegał przed taką głupotą jaką sam zrobiłem.
-Ile masz lat? – zainteresowałam się.
- Siedemnaście. Straciłem rachubę czasu, ale jakoś w tych dniach powinienem mieć urodziny. Upss. Przepraszam. Nawet się nie przedstawiłem. Mam na imię Andrzej
-Kaśka
- Wiem. Twoja mama, bez przerwy powtarza twoje imię.

- To ty też słyszysz co ona mówi?

- Jasne. Ale nie podsłuchuje. Nie mam innego wyjścia. Jak mówi, to po prostu słyszę. Ale nie przejmuj się. Ja często wychodzę, to nie znam wszystkich waszych tajemnic.
-Cooo?
-Co, co?
-Wychodzisz?
-Wychodzę.
-Coś mnie tu kłamiesz.
- Wcale nie. Wszystko jest kwestią wprawy. Im głębsza śpiączka, tym łatwiej zmieniać swoje miejsce i pójść tam gdzie się chce.
-Ja też tak bym mogła?
-Nie wiem. Musisz spróbować.
-Ale jak! Przechodzisz przez ściany? Jak jakiś duch?
-Nie. To nie tak. Najpierw musisz się skoncentrować na punkcie, w którym chcesz się znaleźć. Najlepiej wybrać sobie kilka szczegółów charakterystycznych dla tego miejsca i bardzo intensywnie sobie to wyobrażać. Im bardziej się koncentrujesz, tym silniej przypominasz sobie kolejne detale. Gdy dochodzisz do takiego momentu, że w twojej głowie wszystko staje się realne, to po prostu przenosisz się w to miejsce. A potem to już całkiem proste, bo możesz się dowolnie przemieszczać. Śmigasz sobie po okolicy.
-Naprawdę, to jest możliwe? A co jak zabłądzisz. Jak wtedy wrócisz.
- Trzeba uważać żeby nie zabłądzić. Szczególnie początku. Zanim zaczniesz ruszać dalej, to najpierw musisz dobrze poznać to miejsce w którym jesteś, bo inaczej nie będziesz wiedziała, gdzie wrócić. Musisz zapamiętać każdy szczegół z tego miejsca. I nie wolno zbyt długo wędrować. To jest strasznie męczące. Myślę, że to zależy od koncentracji umysłu. Trudno być skoncentrowanym przez długi czas. Zawsze coś może nas rozproszyć.
- I co wtedy?
- Hmmm. Nie wiem. Może się rozpływamy w powietrzu, a może dzieje się coś innego. Nie wiem. Nigdy nie próbowałem przedłużać tego stanu na siłę. Gdy poczułem zmęczenie, to zaraz wracałem.
-W jaki sposób się wraca?
-Po prostu zamykasz uszy i oczy.
-Jak to uszy i oczy?
- No oczy! I uszy! Zamykasz! Przestajesz widzieć, to co się dzieje w tym miejscu w którym jesteś, przestajesz słyszeć i wracasz. Musisz tylko uważać, żeby nic sobie przez przypadek nie wyobrazić, bo możesz się przenieść tam, gdzie nie chcesz. Mnie kiedyś w momencie powrotu przemknęła myśl, że chciałbym się wreszcie porządnie wysikać, a nie przez ten cewnik. I znalazłem się w ubikacji. Żeby to jeszcze w jakiejś, którą znam. Nie! Nawet nie wiem gdzie to było. No dobra. Najważniejsze, że się słyszymy. Muszę się przespać, bo jutro wybieram się w podróż. Pogadamy jutro. Dobranoc.
Łatwo powiedzieć dobranoc. Dowiedziałam się o rzeczach, które wydawały mi się niemożliwe i jak tu można zasnąć.
Długo rozmyślałam o tym, że istnieje możliwość opuszczenia sali szpitalnej duchem, jednocześnie ciałem pozostając tu gdzie jestem. Wciąż jednak nie mogłam pozbyć się myśli o tym, że zaczynam wariować i wszystko to było jedynie wymysłem mojej wyobraźni. A może stan w którym się znajdowałam powodował, że umysł płatał mi figle i zaczynałam słyszeć głosy, których w rzeczywistości nie było? Wolałam jednak myśleć, że Andrzej nauczy mnie podróżować i że kiedyś ruszymy gdzieś razem. Moja nadzieja wzrastała z każdą chwilą, bo chociaż słyszałam co się wokół mnie dzieje, to od wielu dni nic nie widziałam. Ciągła i wszech ogarniająca ciemność, której się nie bałam, ale która momentami doprowadzała mnie do szaleństwa. Najgorzej było, gdy słyszałam, że ktoś jest przy mnie, ale ten ktoś nic nie mówił. Bałam się. Tak do końca nie wiem czego, ale się bałam. Ten strach musiał wywoływać reakcje mojego ciała, bo prawie za każdym razem powtarzała się taka oto sytuacja:
Ktoś wszedł na salę. Słyszałam, jak chodzi, jak coś robi. Czułam, że ten ktoś jest bardzo blisko mnie, czasami nawet mnie dotykał, ale nic nie mówił. A ja się strasznie bałam. I wtedy – tak było najczęściej – ten ktoś szybko wybiegał i po chwili wracał z lekarzem.
- Panie doktorze – rozpoznawałam głos pielęgniarki. – Widziałam jak podniosła rękę do góry! Tak wysoko!
Gdy już wiedziałam, że przy mnie jest pielęgniarka i lekarz, uspokajałam się, a doktor podnosił mi powieki i latarką świecił po oczach. To znaczy nie wiedziałam, że to jest latarka, ale kiedyś na filmie widziałam coś takiego, jak taką małą latareczką lekarze świecą w oczy nieprzytomnemu pacjentowi i teraz tak sobie to wyobrażałam. W każdym razie podnosił mi do góry powieki, a ciemność pozostawała, gdy jednak światło zbliżył do mojego oka, to ciemność zamieniała się w jasność. W dalszym ciągu nic nie widziałam, ale było to niezwykle przyjemne uczucie. Jakaś odmiana. Bardzo lubiłam ten moment.
Wszystko to działo się zazwyczaj późnym wieczorem, albo w nocy, a następnego dnia, gdy przychodziła mama robiło się wielkie zamieszanie. Doktor Miłosz mówił mamie, że to dobry znak, że się poruszyłam i że trzeba czekać z nadzieją, i mieć wiarę w Bogu. Na końcu dodawał, że on jest dobrej myśli. Potem mama płakała, ale czułam, że to nie jest płacz rozpaczy, bo wtedy mówiła:
- Brawo córeczko, brawo... zobaczysz... zobaczysz, ty się jeszcze obudzisz...
Na to ja odpowiadałam mamie, chociaż ona mnie nie słyszała:
- Tak mamusiu, ja się jeszcze obudzę!!!

__________________________________________________

No to pierwszy rozdział za nami
  • awatar Weź się tym wszystkim nie zalej w trupa.: Oj! To nie ja napisałam dopiero ta książka powstaje . Bardzo mi się podobała więc pomyślałam ,że wam też . Jak będzie ciag dalszy to dodam :D
  • awatar Gość: Genialne!Świetnie piszesz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›