• Wpisów: 203
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 22:34
  • Licznik odwiedzin: 5 060 / 2189 dni
 
chowdeer
 
-W taki razie owszem, chcę. Chyba, że powiesz coś w stylu ‘to sobie kup’.
Justin uśmiechnął się delikatnie.
-Nie, nie. Zafunduję ci – powiedział – Jaki lubisz smak?
-Każdy –  Sharon uśmiechnęła się sprytnie. Pamiętała jak kiedyś JB pytał ją o to samo i celowo nie kupił jej smaku, o który prosiła.
-Czekoladowe, prawda? – Justin uśmiechnął się wesoło, a Sharon zamurowało – No przecież nie mógłbym zapomnieć! Trzeba ci je wreszcie kupić.
Jus i Chris weszli do sklepu, a Sharon zaczekała przed.
-Tadadadam. Lody czekoladowe dla ślicznotki – Bieber uśmiechnął się i podał jej loda wychodząc.
Sharon patrzyła nieufnie to na niego, to na lody.
Justin zaśmiał się przyjaźnie.
-My z Chrisem wzięliśmy waniliowe – uśmiechnął się – No, spróbuj! Ekspedientka nie pozwoliła nam do nich niczego dodać…
Christian wybuchnął śmiechem.
-Teraz to ich na pewno nie zjem – oznajmiła.
-Jak chcesz – wzruszył ramionami JB – Przecież byśmy cię nie otruli, Sharon.
Czy on spojrzał na mnie czule? Nie. Chyba musiało mi się wydawać… - myślała Sharon.
Poczuła się trochę nieswojo.
Z lekkim wahaniem spróbowała loda.
-No, okay. Jeszcze żyję. Możemy iść dalej – oznajmiła.
Przez jakąś godzinę łazili bez celu, po czym wrócili do domu.
-I jak było? Nie pozabijaliście się po drodze? – spytała Pattie od razu na wejściu.
-Matko. Przecież jesteśmy dorośli – powiedział wyniosłym tonem Justin – A tak szczerze to prawie dzięki Sharon straciłem zęba i mało nie dodaliśmy z Chrisem do jej lodów trutki na szczury, ale nic z tego się nie stało i wszyscy żyjemy – odpowiedział już normalny głosem, po czym mama trzepnęła go w tył głowy.
-Justin – upomniała go.
-No co? Żartować nie można? Widzę, że nie dociera do cb, droga matko hasło ‘STOP przemocy nad dziećmi’ – powiedział JB rozmasowując miejsce uderzenia.
Pattie groźnie uniosła brwi.
-No, okay. Już przestaje – uniósł ręce – Kocham cię mamo – pocałował ją w policzek.
-No ja myślę – uśmiechnęła się – Zostawiam was samych.
Justin chciał coś jeszcze dodać, ale powstrzymał się, bo uznał, że z mamą nigdy nic nie wiadomo.
-Coś chciałeś powiedzieć? – spytała uprzejmie Sharon, kiedy Pattie już wyszła.
-Tak. Chciałem spytać, czy nie wzięłaby cię ze sobą – uśmiechnął się wrednie.
-Aaa… Ale bałeś się, że mamusia znowu cię uderzy? – spytała ‘troskliwie’.
-Bo co? To nie ty dostajesz po łbie.
-Bo nie zachowuję się jak idiotka.
-Uważasz, że zachowuję się jak IDIOTKA? – zapytał JB.
Sharon się zaśmiała.
-Dokładnie.

Następnego dnia rano manager Justina zadzwonił do niego oznajmiając mu, że MUSI iść dziś z Seleną na plażę.
-Co? Ale jest u mnie koleżanka. Nie. Nie mam dziewczyny. Przecież bym nie zdradził Sel - zaakcentował przedostatnie słowo – Trochę już nudzi mnie ta zabawa w związek. – słuchał chwilę – Ale ja nie mam co zrobić z Sharon! Przecież samej jej nie zostawię. Nie. Co najwyżej może jechać z nami. Oj, przestań. To mój gość. Nie, Scooter. To nie ja ją zapraszałem! – westchnął – Okay. Ale szybko się z tym uporajmy. Taa… Zaproszę później Selenę do domu… Okay. Pa – zakończył rozmowę.
JB podparł głowę na rękach.
-Co jest? – spytała Sharon wchodząc do jego pokoju.
Podniósł na nią wzrok.
-Ty musisz zawsze wszystko wiedzieć, co? – spytał.
Zauważył, że Sharon jest jeszcze w zwiewnej koszuli nocnej, w której wyglądała mega hot…
-Tak – uśmiechnęła się (zalotnie?).
-No, a więc tak… Pewnie już część wiesz, bo podsłuchiwałaś, a nie ładnie to tak podsłuchiwać ludzi – popatrzył na nią groźnie, ale był rozbawiony – Muszę dziś iść z Seleną na ‘randkę’, na plażę i Scooter nie chce, żebyś szła z nami… - przerwał na chwilę, próbując bezskutecznie sprawić, żeby koszula nocna Sharon stała się całkiem przezroczysta – Mamy iść tylko we dwójkę… A więc zostaniesz chwilę sama. Postaram się wrócić jak najszybciej. Pobawisz się w tym czasie lalkami, czy coś – spojrzała na niego morderczo, a on się zaśmiał – Później będę miał wrócić z Sel do domu i będzie u nas siedziała do… tak gdzieś 20:00, a potem ją odwiozę. Wtedy też zostaniesz, ale moja mama wróci już od dziadków i nie będziesz sama. Co jeszcze… A. Jak coś jesteś moją daleką kuzynką, okay? – spytał.
Sharon uniosła brwi.
-No, sorry, ale nie może wyglądać, że jestem z dwoma laskami na raz…
-Okay – odp.
-Dzięki – spojrzał jej głęboko w oczy i się uśmiechnął. Sharon chyba pierwszy raz w życiu zobaczyła jego uśmiech w jej stronę, który nie był ani trochę ironiczny.
-Nie ma sprawy – też delikatnie się uśmiechnęła.
Justin jeszcze chwilę się jej czule przyglądał.
-Muszę już iść – westchnął wstając – do zobaczenia. Jakbyś była głodna to w lodówce jest mnóstwo rzeczy. Czuj się jak u siebie w domu – mrugnął – A jakbyś podpaliła dom, czy coś podobnego to w kuchni są zapisane numery alarmowe – popchnęła go lekko, a on się roześmiał – Ale lepiej nie podpalaj domu – uśmiechnął się szczerze.
-Spróbuję – obiecała .
JB złapał za klamkę.
-Poczekaj – poprosiła. Odkręcił się do niej – Chodzisz z Seleną?
Justin zaśmiał się głośno.
-Nie.. Tak.. Nie.. Hmm… Wiesz, co? Sam nie wiem – mówił uśmiechnięty – Jakby to powiedzieć… Taa… Jestem z nią, ale nasz związek jest udawany. Tak to się z nią tylko kumpluję… A co? Zazdrosna jesteś? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem.
Bieberowi zdawało się, że przez chwilę się zarumieniła.
-Nie… No co ty! – zapewniła szybko.
-To dobrze… W sumie czy ja wiem, czy dobrze…? A dobra. Nieważne – uśmiechnął się znowu – Do zobaczenia, księżniczko.
Jeszcze na nią spojrzał i wyszedł.
Po chwili wychylił się zza drzwi.
-Tylko zamknij drzwi na klucz, żeby nikt cię nie ukradł – powiedział rozbawiony, a ona trzasnęła drzwiami – Auuu! – dało się słyszeć głos Justina.
Sharon się roześmiała.
Przekręciła klucz w zamku i usiadła na kanapie.
Ale Justin jest teraz dojrzały… - pomyślała.
Przypomniała sobie jak rozmawiał ze Scooterem przez telefon… I jaki jest troskliwy… To fakt, że się nadal kłócą, ale ich kłótnie nie wyglądają już jak kiedyś. Większość z nich nawet bawiła Sharon. Przebiegają już na całkiem innej zasadzie… Może nawet można by niektóre nazwać flitem…? – zastanawiała się, ale szybko odrzuciła od siebie tę myśl. Justin przecież traktuje ją jak dziecko. Niby żartował z tymi lalkami i wgl, ale przecież jest od niego o 3 lata młodsza. Nie może równać się z taką Seleną, która jest od niej o 5 lat starsza… Ale jednak Bieber czuł się jakby trochę zawiedziony jak powiedziała, że nie jest zazdrosna… Sama nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Wiedziała tylko jedno. Justin był niesamowity.
Wzdrygnęła się. Jak ona wgl może tak o nim myśleć???
Westchnęła głęboko.
Teraz już nic, kompletnie nic nie wiedziała.
Poszła się przebrać i usiadła przed telewizorem.
„Justin Bieber wczo…” przełączyła kanał „Nastoletni Jus..” przełączyła „Baby, baby, baby” zmieniła kanał „Tokio Hotel wyrusza w tra…”
Wyłączyła zrezygnowana telewizor.
-To już naprawdę w TV nie leci nic normalnego?! – powiedziała do siebie i się zaśmiała.
W gruncie rzeczy była dumna z Justina, że tyle się o nim mówi.
Po niecałych dwóch godzinach ktoś zapukał do drzwi. Sharon zwlokła się z kanapy i otworzyła. Za drzwiami stał Justin z Seleną za rękę.
-Co tak długo? Ile można otwierać drzwi? – marudził JB.
-Długo widocznie. Jak coś ci nie pasuje to następnym razem sam sobie będziesz otwierał – odgryzła się.
Wywrócił oczami.
Kiedy tylko weszli do środka Sel wyrwała rękę z uścisku Justina, a on posłał jej nieprzyjemne spojrzenie.
-Sharon, to jest Selena. Selena, to jest Sharon – JB przedstawił je sobie.
-Jesteś jego kuzynką? – Sel zwróciła się do Sharon.
-Nie – odp szybko Justin. Sharon spojrzała na niego zdziwiona, a on się do niej uśmiechnął – To jest moja koleżanka z dzieciństwa. Nasze mamy się przyjaźnią i moja mama ją zaprosiła.
-Aaa – odp. Sel – A teraz pogadajmy o ‘nas’, Justin…
-A co? Już mnie nie kochasz? – spytał udając przestraszonego.
Selena spojrzała na niego z politowaniem.
-Nie kocham cię, ale nie o tym chcę gadać. Mogłabyś wyjść? – spojrzała na Sharon.
Sharon zamierzała wstać, ale Justin złapał ją za rękę.
-Ona nigdzie nie idzie. Straciłem przez ciebie, kotku ponad godzinę, a Sharon musiała się tu sama nudzić. Jest moim gościem i nie pozwolę jej tak traktować, a przynajmniej w MOIM domu. Zostaje z nami, czy ci się to podoba, czy nie – powiedział stanowczo Justin, a w jego oczach błyskały niebezpieczne iskierki.
-Na pewno chcesz, żeby słyszała WSZYSTKO co ci teraz powiem?? – zapytała Selena niemiłym tonem.
Bieber chwilę się zawahał, ale zaraz roześmiał.
-Ona i tak by podsłuchiwała – spojrzał rozbawiony na Sharon – Zostaje.
-Jak chcesz – odp Selena – No to tak… Jesteś głupim, podłym, zakochanym w sobie dzieciakiem, który myśli, że mu wszystko wolno!
Justin podparł głowę na ręcę.
-No i…? – spytał spokojnym tonem.
Sel zamurowało.
-No i? No i?! Justin! Ja nie pozwalam ci na to, żebyś przy każdej, wolnej okazji łapał mnie za tyłek! – JB się zaśmiał – Co cię tak bawi?!
-Nic - uśmiechnął się słodko – Okay. Nie będę. Tylko o to ci chodzi?? Trzeba było wcześniej mówić. Nie robiłbym tego, ale chciałem cię trochę powkurzać – mrugnął.
Selena westchnęła.
-Chcesz coś do picia, Sel? – spytał uprzejmie Justin – Chyba wrzeszczenie na mnie nie za dobrze ci robi, bo teraz brzmisz jak piłowanie metalu...
Selena uderzyła go w twarz.
-Ku**a! Hamuj się dziewczyno! – Bieber był ostro wkurzony.
-Ty mówisz, że ja brzmię okropnie?! To posłuchaj siebie! Twój głos jest 500 razy gorszy! Ty wgl z siebie żadnego dźwięku nie wydobywasz tylko chrypisz jak stary dziadek!
-To się nazywa mutacja – uśmiechnął się słodko.
Sel chciała uderzyć go jeszcze raz, ale Justin złapał ją mocno za rękę. Spojrzał w oczy.
-Przestań – rozkazał i ją puścił – No to jak? Chcesz coś do picia?

  •  
  • Pozostało 1000 znaków